Misja Specjalna: Dzien 2

Spojrzmy prawdzie w oczy. Pierwszy dzien bez narzekania zakonczyl sie klapa! Fakt, nie pomoglo to, ze czulam sie chora i mialam dosc intensywny dzien… (Wymowki, wymowki…).

Jak na prawdziego charakteru bojownika przystalo, przyszlam do domu i pierwsze co zrobilam to rzucilam sie T. w ramiona, mowiac jaka to jestem zmeczona i chora, pozniej chodzac po domu i wzdychajac ciezko, na co moj wspanialy (i jak zawsze, oddany prawdzie) maz:

‚Przestan narzekac’. Gorzej byc nie moglo, zwazywszy, ze on o moim eksperymencie nie ma pojecia i to, ze eksperyment mial byc skierowany glownie w jego strone.

No tak. Ale dzis jest dzien drugi i jak na razie idzie mi niezle…!


6 thoughts on “Misja Specjalna: Dzien 2

    1. Ach powiem Ci ze nie latwo! A konkretnie porazka!W pewnym momencie w ogole o swojej misji zapomnialam.Ale bede ja zaczynac na nowo i na nowo, dopoty dopoki nawyk NIE narzekania wejdzie mi w krew…..! Bo wiem, ze to moj maly problem!

      1. Ale nie rezygnuj całkowicie z narzekania, trzeba zachować złoty środek. Mój mąż mówi, że czasami trzeba sobie ponarzekać jaki ten świat jest okropny a życie do bani ;) Podobno wtedy jest łatwiej, całkowite nie narzekanie wywołuje frustracje… mówię Ci to z własnego doświadczenia.

  1. Ja problemu ze zrzędzeniem prawie nie mam (albo raczej jest o wiele mniejszy) dopóki jestem z mężem u nas. Ale jak już jedziemy do moich rodziców, gdzie jest mama i babcia, to moja misja „bez narzekania” nie potrwałaby pewnie nawet 5 minut. :P W zrzędzeniu obie panie są mistrzyniami, jedna drugą nakręca, od samego rana i wystarczy, że chwilę tam posiedzę i już daję się wciągnąć i też narzekam i mąż musi mnie do pionu stawiać. Zdaję sobie sprawę, że to też moje wymówki, bo przecież mogę zacząć od siebie i się po prostu nie dać wciągnąć, zmienić temat rozmowy, no nie wiem. Takie zrzędzenie męczy strasznie fizycznie i psychicznie. Chyba dlatego Bóg dał tacie słaby słuch, żeby mógł wyciągnąć aparat słuchowy w każdej chwili, żeby tam jakoś funkcjonować, hehe :D
    Jedziemy do moich rodziców na Święta, więc będzie okazja spróbować. Już wiem, że będzie ciężko, aż się boję. :p

    A z drugiej strony, tak się zastanawiam… Przy czepianiu się pierdół non stop i obwinianiu męża o całe zło wszechświata, to sprawa jest dość prosta. Ale gdzie jest granica między zrzędzeniem, a terapeutycznym, oczyszczającym wyżaleniem się drugiej osobie? Bo czasem przecież trzeba się zwyczajnie komuś wygadać, a nie wszystko tłumić. Jak mąż wraca z pracy po masakrycznie ciężkim dniu i mi wylewa swoje żale i o tym opowiada, to nawet by mi do głowy nie przyszło, że on zrzędzi. Wręcz chcę, żeby mi się wygadał. Można swoje żale przedstawiać tylko Bogu, a przed mężem ukrywać, żeby „nie narzekać”. Tylko gdzie tu jakaś szczerość, dzielenie problemów? Ja bym nie chciała, żeby mój mąż tak robił w stosunku do mnie, nawet jeśli miałoby to gwarantować święty spokój w domu. Ciężko mi to jakoś rozgraniczyć.

    1. Tak, rozumiem dobrze co masz na mysli. Moze to zalezy od sposobu w jaki mowimy? Na przyklad zamiast ‚ale dzis mialam okropny dzien, nic mi sie nie udawalo!’, mozemy powiedziec ‚dzisiejszy dzien nie byl latwy, ale za to ciesze sie, ze moge juz byc domu/ze moge zjesc dobry obiad/ ze moglam sie dzis czegos nauczyc’…Ale zdecydowanie jestem za szczeroscia/otwartoscia. Nie potrafie ukrywac niczego przed T, szczegolnie emocji/uczuc. Ale uczue sie powoli JAK je wyrazac i kiedy… Bo wiem, ze to ma ogromne znaczenie na to jak on mnie odbierze i jak bedzie wygladala nasza rozmowa…

      Moja przyjaciolka zasugerowala, zeby do Meza mowic ‚O, kochanie, popatrz, pasta do zebow jest nie zakrecona!’.
      ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s