Czy Mamy Poświęcić Nasze Życie dla Męża?

Dobra Żona„Ta z żebra” z poruszyła na swoim blogu ciekawy temat:

„Że też te wszystkie artykuły/strony/fora o chrześcijańskiej kobiecości muszą być takie… nie chcę powiedzieć, że mdłe;)… „Urzekajace”, milusie, piękne, słodkie i och ach. Nie że to źle, bo dużo w tym wszystkim prawdy i uważam, że to piękne, tyle że chyba nie do końca o mnie i ja się w takiej grupie spokojnych, delikatnych niewiast nie odnajduję zupełnie. Czekam na coś w stylu Joyce Meyer, a tu niiiiiiiiiiic, sama słodycz i upiększone subtelności, jakaś tęsknota serca + kobieta nie ma problemu, tylko krzyż i nie myśli, tylko rozeznaje. Nic dla kobiet, które, jak ta z żebra, w kolejce po co innego stały”

Jestem pewna, że ‘Ta z Żebra’ nie jest w swoich przemyśleniach odosobniona. Ja sama czułam się tak, szczególnie zaraz po tym jak wyszłam za mąż i zaczęłam czytać różne chrześcijańskie ksiązki dla ‘dobrych żon/kobiet’. Niektóre były super (i polecam je w Czytelni), ale niektóre mnie bardzo denerwowały. Czytając je miałam wrażenie, że żeby być żoną, którą ‘aprobuje’ Bóg, muszę całkowicie zmienić swój charakter i sposób bycia… Bo obraz ‘Bożej kobiety’, rysowany w tych książkach całkowicie odbiegał od tego kim jestem.

Jeden z przekazów, który otrzymywałam z takich książek to:

‘Bóg Cię kocha, jesteś dla niego ważna, ale głównie jako pomoc dla twojego męża. Bóg dał mu cel do zrealizowania, a Twoim jest zrobienie wszystko w Twojej mocy aby jego życiowe powołanie zostało wypełnione.’

Tylko, że to jedynie część prawdy. Ja sama staram się robić co mogę, żeby mojego męża wspierać w jego celach, marzeniach, pasjach. Bo go kocham; bo wiem, że spełniony mąż=szczęśliwy mąż. Myślę, że byłabym zdolna do wielu poświęceń, jeśli tylko pomogłoby Mu to w realizacji jego marzeń (szczególnie jeśli oboje czujemy, że pochodzą od Boga). Poza tym, w moim życiu staram się ustalać priorytety według takiej kolejności – Bóg, Mąż, ja… (mając nadzieję, że jego priorytety to Bóg, Żona, ja…). Tak więc w tym kontekście powyższy cytat ma w sobie bardzo ważne przesłanie, o którym często w dzisiejszym, egocentrycznym świecie zapominamy…

ALE. To nie jest mój jedyny cel w życiu. Przede wszystkim dlatego, że podobnie jak dla T., celem mojego życia nie jest uwielbienie mojego małżonka, ale uwielbinie Boga. A On dał mi (i każdej z nas) wiele talentów. Nie bez powodu włożył w nasze serca marzenia i pasje dotyczące konkretnych spraw (takich jak śpiewanie, przywódctwo, sport, gotowanie, nauczanie, informatyka, pomaganie bezdomnym, wewnętrzny sprzeciw wobec handlu ludźmi etc…). Dał nam te talenty i pasje, żebyśmy używając ich mogły Mu słuzyć. Dla jednych kobiet będzie to własnie służba w domu, zajmując się dziećmi (nie znam wielu bardziej odpowiedzialnych zadań!) i robiąc tysiąc innych rzeczy, które chwalą Boga.

Dla innej kobiety będzie to praca w korporacji na wysokim stanowisku, gdzie może być ‘światłem’ dla swoich pracowników. Dla innej będzie to artystyczne powołanie i dzięki jej pracy wiele osób przybliży się do Boga…

A być może wykonujesz pracę, która zupełnie odbiega od twojej pasji, ale w wolnym czasie (a mamy go zawsze więcej niż nam się wydaje!) robisz coś niesamowitego. Może piszesz bloga, który wzbogaca innych? Może masz w sobie niesamowitą charyzmę i zachęcasz wszystkich ludzi dookoła? Może robisz zdjęcia które wydobywają z innych piękno? A może jesteś wspaniałą i lojalną przyjaciółką /pracownicą /siostrą / córką i zawsze można na ciebie liczyć?

Patrząc tylko na otaczające mnie kobiety i widząc jak różne mają charaktery, umiejętności i ogromny potencjał, naprawdę ciężko mi sobie wyobrazić, że Stwórca tak zaplanował, że ich jedynym celem w życiu będzie ‘wspieranie Męża’.

Być może macie inne zdanie?

facebook-like


9 thoughts on “Czy Mamy Poświęcić Nasze Życie dla Męża?

  1. Dopiero zaczynam swoją blogową historię i dopiero na Was trafiłam! I już siedzę i siedzę i czytam i ba! zaczytuję się i uśmiecham i wzruszam i zastanawiam i na pewno jak mąż wróci z pracy to go ZAGADAM! bo tyle tematów do poruszenia mam w głowie po tej lekturze „żony i męża” ;) super miejsce! świetny blog! Także witam po raz pierwszy i pozdrawiam. Dorota

    1. Witam Cię serdecznie u nas i strasznie się cięszę, że nas znalazłaś i że coś Cię tu zainspirowało!
      Koniecznie zdaj relację z ZAGADANIA męża (mam nadzieję, że z pracy wróci pełny sił i gotowośći do słuchania heh).
      Ja własnie looknełam na Waszego bloga i wygląda przesympatycznie. Te rysunki to Twoje dzieło?
      Dodaje Was do mojej listy blogów! Do niedługo mam nadzieję!;)

  2. Ta z żebra – ja to stwierdzenie o oddzieleniu kobiety od mężczyzny pamiętam w tej właśnie formie z drugiej części „Judyty” o.Szustaka ;)

    Swoją drogą – bycie ezer kenegdo mężczyzny jest dla mnie niesamowitym doświadczeniem, takim ekscytującym wypełnianiem Bożego planu co do wzajemnego uzupełniania się płci, wypełniania go z taką mega radością i świadomością, że przez to, że On mnie tak cudownie stworzył, jestem tak bardzo potrzebna mojemu wybrankowi :) Że dzięki mnie on odkrywa w sobie tak piękne cechy, że inspiruję go do przeżywania swojej męskości w sposób ubogacający go… :)

    A pasje, dary, talenty czy w ogóle czas otrzymany od Boga to kolejna rzecz, którą mamy do odkrycia, właściwego wykorzystania i przeżywania. Oby tylko nie przesłaniały one pierwszej i najważniejszej rzeczy, którą mamy daną i zadaną – miłości. Jeśli temu służą, jeśli wydobywają z nas i innych dobro – wspaniale! Czemu więc im się nie poświęcać? Osobiście czuję, że dla mojego spełnienia potrzebuję także (poza realizowaniem się – mam nadzieję, kiedyś – jako żona i mama) realizowania siebie w pracy z osobami, dla których mogę i chcę być darem.

    1. Bardzo ładnie o tym piszesz Miletta! I ja całkowicie sie z Tobą zgadzam! Bo tak jak pisałam, moim celem (nie zawsze oczywiście mi się tu udaję, ale uczę się powoli..) jest to, żeby w moim życiu na pierwszym miejscu był Bóg, poźniej mój Mąż i jego potrzeby i marzenia, a później ja…I masz rację, wypełnianie roli ‚ezer kenegdo’ jest niesamowitą przygodą, wielkim wyzwaniem i jeśli się go podejmiemy, to nic tylko czekać na jego piękne owoce w postaci spełnionego, szczęśliwego małżeństwa.

      Ja właściwie miałam tylko na myśli interpretację tego słowa ‚pomocnica’. To, że w czasem spotykam sie z taką interpretacją, która nie oddaje całej prawdy! Podoba mi się jak pisze o tym Stasi Eldredge w słynnej ‚Urzekającej’:
      “When God creates Eve, he calls her an ezer kenegdo. ‚It is not good for the man to be alone, I shall make him [an ezer kenegdo]’ (Gen. 2:18 Alter). Hebrew scholar Robert Alter, who has spent years translating the book of Genesis, says that this phrase is ‚notoriously difficult to translate.’ The various attempts we have in English are „helper” or „companion” or the notorious „help meet.” Why are these translations so incredibly wimpy, boring, flat…disappointing? What is a help meet, anyway? What little girl dances through the house singing „One day I shall be a help meet?” Companion? A dog can be a companion. Helper? Sounds like Hamburger Helper. Alter is getting close when he translates it „sustainer beside him”

      The word ezer is used only twenty other places in the entire Old Testament. And in every other instance the person being described is God himself, when you need him to come through for you desperately.”

  3. Bardzo mi się podobało, jak – i teraz nie pamiętam kto, czy to był ks.Pawlukiewicz, czy o.Szustak – odnosił się do Bożego zamysłu z Księgi Rodzaju, że po coś Bóg tego człowieka „rozkleił” i że jak tę kobietę oddzielił od mężczyzny i postawił ich naprzeciwko siebie, to dopiero stwierdził, że jest dobrze.;) Bo jedność to nie sklejenie się, tylko uzupełnianie się dwóch osobnych, indywidualnych, pełnych, dojrzałych osób, z własnymi cechami, zainteresowaniami, pasjami, poglądami itp, którymi mogą się powymieniać. To raz. Dwa – tak, jak mówisz, odpowiemy kiedyś za zmarnowanie swoich talentów. A trzy… Totalne zaniedbanie siebie, swoich pasji, spychanie swoich pragnień na sam koniec zawsze się w końcu zemści.

    Z ciekawości… które książki tak Ciebie denerwowały? Z książkami dla żon akurat wyjątkowo nie miałam takiego problemu, o którym Ty piszesz, nie czułam, że moim jedynym zadaniem jest wspieranie męża. Może za mało jeszcze przeczytałam, albo na dobre książki trafiam. :D Nawet u Lindy Dillow tego tak nie odebrałam, a ona to tak jednak pisze o tym poświęcaniu się.

    Ja bardziej odczuwam presję bycia jedynym słusznym rodzajem kobiety w ogóle. Dokładnie to, co Joyce Meyer często wspomina w swoich konferencjach jak opowiada o żonie pastora. :) Kwiatki, pomidorki, powidełka, wzdychanie, ochy, achy i subtelności. ;)

    1. Haha o tych pomidorkach i powidełkach będę właśnie pisać w drugiej części mojego posta!
      Bo to też mega ważny temat myślę…Nie, u Lindy Dillow tego nie odczułam, jej spojrzenie na małżeństwo i rolę żony bardzo mi odpowiada i inspiruje.
      Książka Elizabeth George „Kobieta według Bożego serca” jest pomocna i dlatego zamieściłam ją na liście w Czytelni, ale jej spojrzenie na rolę kobiety w małżeństwie skupia się na głównie na roli ‚pomocnicy’ męża i strażniczki domowego ogniska. Nie ma w tym nic złego, ale nie jest to spojrzenie z którym sie osobiście utożsamiam… Drugi autor to Derek Prince, dość znany ‚kaznodzieja’, którego książka ‚Marriage Convenant’ (nie ma chyba polskiej wersji) ma podobne przesłanie. Mówi nawet, że kobieta jest ‚słaba’ (z ang. weak)… Może dlatego, że wychował sie w innych czasach niż my?

      1. Powidła to u mnie jeszcze przejdą, bo gotować akurat bardzo lubię, byle ktoś to potem za mnie posprzątał. Nawet całkiem dobrze bym się czuła, jako strażniczka domowego ogniska, gdybym sobie dobry plan opracowała. Ale z całą resztą cech milusiej żony pastora, to już u mnie ciężko… ;)

        Tak obstawiałam właśnie „Kobietę według Bożego serca”, kiedyś czytałam opinie, sama nie miałam okazji. Tej drugiej też nie czytałam.

      2. No jasne, ja tam na przykład bardzo lubię gotować dla męża i gości i zajmować się domowym ogniskiem!
        Myślę, że to tu bardziej chodzi o postawę, o nastawienie! Bycie potulną może mieć różne znacznia:) Ale rozpiszę się o tym w kolejnym poście!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s