Nie Módlcie Się Razem Przed Ślubem!

…Powiedzieli nam prowadzący naszego kursu przed-małżeńskiego.

Że co…? Byłam oburzona. Dla nas to był przecież bardzo ważny aspekt narzeczeństwa. Jak to się mamy razem nie modlić? Po moich dociekliwych (czyt. niecierpliwych) pytaniach, wyjaśnili o co im chodziło. Teraz, z perspektywy czasu, widzę jak bardzo nam to wtedy pomogło.

Dlatego pomyślałam, że podzielę się z Wami paroma kwestiami, które warto rozważyć, jeśli jesteś z kimś w związku, modlicie się razem, ale nie powiedzieliście sobie jeszcze TAK.

modlic razem slub copy

1) Czy Nie Utrudniacie Sobie Zadania?

Tak jak pisałam w poprzednim poście, wspólna, szczera modlitwa niesamowicie zbliża, wręcz łączy dwoje ludzi. To jest coś niezwykle intymnego. Modląc się razem, zbliżamy się do siebie emocjonalnie i duchowo. To jest też troszkę tak jakbyśmy dawali kawałek siebie tej drugiej osobie. A co za tym idzie, jesteśmy bardziej skłonni do tego, żeby pragnąć też później fizycznej bliskości.

Nasi prowadzący odradzili nam wtedy modlić się razem w okolicznościach, które sprawią, że będzie nam się później chciało robić coś więcej niż tylko całować w czółko.

Muszę przyznać, że dla mnie to był właśnie czas największej pokusy.

T. nie mógł tego zrozumieć. ‚Ale jak to, po naszej modlitwie masz ochotę się przytulać i w ogóle…?’ Tak…. Bo T. był mi wtedy bardzo bliski, było mi z nim dobrze, bezpiecznie. Ufałam mu.

Rozumiecie już do czego zmierzam?

Dlatego… od czasu kiedy zdaliśmy sobie sprawę z tego, że nasze wieczorne modlitwy w moim pokoju nie do końca pomagają nam wytrwać w naszej decyzji poczekania z seksem do ślubu, postanowliśmy modlić się razem tylko w miejscach publicznych (np. na ławce w parku, w kuchni domu, w którym jest też ktoś inny etc) albo np. spacerując (do dziś bardzo lubimy mówić razem do Boga, spacerując).

I to był dla nas duży krok do przodu. Pomógł nam wytrwać dzielnie do ślubu, jednocześnie nie tracąc naszego cennego narzędzia jakim była wspólna modlitwa.

Na tym etapie naszej relacji byliśmy już zaręczeni, więc wiedzieliśmy, że możemy sobie ufać, możemy otworzyć się emocjonalnie i duchowo przed tą drugą osobą… A Ty?

2) Czy Budujesz Silną Więź ze Właściwą Osobą?

Modląc się razem, tworzycie między sobą głęboką więź, co może być nie do końca zdrowe, jeśli nie jesteście pewni, czy chcecie spędzić ze sobą resztę życia.

Jeśli tak jest, a mimo wszystko chcecie poznać Bożą wolę dla waszego związku, to może warto na razie prosić Boga o wskazówki osobno, a potem porównywać czy to, co pokazuje wam Bóg jest zielonym czy czerwonym światłem?

Robiąc to, ochraniasz swoje serce. Zabezpieczasz je przed zbliżeniem się za bardzo do osoby, która z perspektywy czasu może okazać nie tą jedyną / nie tym jedynym.

3) Czy Nie Otwierasz Się Za Bardzo?

Pamiętajcie, że przed ślubem, w oczach Boga, nie jesteście jeszcze Jednością. Tak więc nie musicie całkowicie otwierać się na tę druga osobę, dając mu / jej z siebie wszystko – także w kwestiach emocjonalnych czy duchowych. Kiedy się modlimy, obnażamy swoje serce przed Bogiem i tym, kto nas słucha. Jeśli nie jesteś pewna, że twoja relacja zmierza ku małżeństwu, może warto nie odkrywać jeszcze tych najbardziej wrażliwych i kruchych obszarów twojego serca?

———————-

Nigdy w życiu nie odradziłabym komuś modlitwy. To jeden z najpiękniejszych przywilejów jakie mamy w relacji z naszym Tatusiem. To niesamowite móc rozmawiać z Nim szczerze, od serca i wiedzieć, że On słucha. Nie tylko słucha, ale też odpowiada…

Ale nasza relacja z Nim jest bardzo osobista. Wręcz intymna. Warto się więc dobrze zastanowić z kim tworzymy duchowy trójkąt. I kogo do niego zapraszamy.

Oczywiście dużo też zależy od tego, na jakim etapie jest wasza relacja. I od tego jak chcecie się modlić, gdzie, i w jaki sposób.

Żeby dowiedzieć się co dla was jest najlepsze, najlepiej sami uderzcie do Źródła. Jestem pewna, że On ma gotową odpowiedź. Musicie tylko zapytać. A czy zrobicie to razem czy osobno – decyzja jest wasza.

Ściskam mocno i ciekawa jestem bardzo co wy sądzicie na ten temat…!

;*


11 thoughts on “Nie Módlcie Się Razem Przed Ślubem!

  1. Bardzo ciekawy wpis i komentarze. Warte, żeby się zastanowić, by właśnie dobrze się razem modlić. „Miłość i wojna” to nie książka dla małżeństw? W małżeństwie już nieco inaczej powinniśmy dbać o wspólny rozwój i chyba nie wszystkie choćby najcenniejsze wskazówki nadają się do praktykowania w narzeczeństwie lub związku, który jeszcze narzeczeństwem nie jest. Pozdrawiam!

    1. Hej, tak „Miłość i wojna” to książka skierowana dla małżeństw, ale autorzy napomykają w niej o tym temacie właśnie! A narzeczonym też nie szkodzi czytać takich książek – w końcu fajnie wiedzieć o co chodzi w tym całym małżeństwie zanim się powie TAK, prawda?:) tak samo jak nie pojechałabym do obcego, bardzo egzotycznego kraju bez jakiś podstawowych chociaż informacji o nim;)
      Ale jasne – inne rady i zalecenia będą się aplikować do narzeczeństwa i inne do małżeństwa – tu masz rację;) Więc można czytać ksiązki o małżeństwie będąc zaręczonym, ale mieć na względzie to, że pewien stopień ‚wtajemniczenia’ i bliskości i jedności będzie możliwy dopiero po tym jak staniemy się jednym przed Bogiem!
      Pozdrawiam ciepło:)

  2. Przeczytałam i przyznam, że masz ciekawe przemyślenia. Choć z mojego doświadczenia wynika, że jeśli ludzie nie są gotowi na decyzję o małżeństwie, to i wspólna modlitwa jest raczej wspólną prośbą w jakiejś intencji, czy wspólnym odmawianiem danej modlitwy… a nie otwieraniem najskrytszych intymności swojego serca. Po prostu to się przekłada. Jeśli na modlitwie chcemy/ potrafimy się tak na siebie otworzyć, to najprawdopodobniej ta relacja zmierza ku małżeństwu i pełnej komunii.

  3. Ciekawa rada, jeszcze się z takim podejściem do sprawy nie spotkałam, ale muszę przyznać, że ja sobie kompletnie nie wyobrażam, by u nas mogła się sprawdzić. Zaczęliśmy się modlić, gdy znaliśmy się ok. 8 miesięcy, w sumie przez przypadek – Karol dostał taką pokutę na spowiedzi i choć skrępowanie było ogromne, pokutę trzeba było wypełnić. Tak się zaczęło. I szybko zauważyliśmy, że to był najlepszy moment. Przeżywaliśmy wtedy straszne pokusy co do wytrwania w czystości przedmałżeńskiej – to był taki trudny czas, że pojawiały się pierwsze myśli (na poważnie) o małżeństwie, ale nie braliśmy w ogóle pod uwagę ślubu w przeciągu najbliższych dwóch lat – niby chcieliśmy czekać z seksem do ślubu, ale nie było żadnej realnej wizji KIEDY miałby być ten ślub. Więc wątpliwości były potężne – po co czekać skoro nawet nie wiemy, jak długo może to potrwać… A pragnienia fizycznej bliskości były coraz silniejsze…

    Wtedy właśnie nauczenie się wspólnej modlitwy BARDZO nam pomogło. Dzięki temu trochę sobie to wszystko uporządkowaliśmy i naprawdę zauważyliśmy wyraźną poprawę w naszych zmaganiach o czystość. Łatwiej było nam pilnować wyznaczonych granic, dużo rzadziej zdarzało nam się ich naginanie, skupiliśmy się bardziej na rozwoju duchowym, na uczeniu się bliskości w modlitwie, nagle rodziło nam się mnóstwo pomysłów na tak różnorodne spędzanie wolnego czasu, że nie mieliśmy już czasu myśleć o głupotach… ;) Serio, już po kilku miesiącach zobaczyliśmy, jak dzięki wspólnej modlitwie zrobiliśmy milowy krok. Jaki ogrom wysiłku włożyliśmy w pracę nad naszą relacją. Z perspektywy czasu widzimy, że to był bardzo przełomowy moment w naszym życiu – gdyby nie ta wspólna modlitwa, może nie starczyłoby nam sił na te zmagania i pomysł czystości przedmałżeńskiej upadłby z hukiem, zanim się zaręczyliśmy…

    To chyba naprawdę bardzo indywidualna sprawa, bo ja nigdy, ani przez moment nie pomyślałam, że przez to, że się razem modlimy, mam większą chęć, by się później przytulać „i w ogóle”… :) Na pewno to wspólne stawanie przed Bogiem bardzo zbliża i daje poczucie takiej duchowej bliskości, że ta tęsknota za zjednoczeniem staje się dużo bardziej intensywna. Ale nigdy nie powiązałam tego z pokusami w zmaganiach o czystość…

    1. Strasznie fajnie, że u Was ta wspólna modlitwa okazała się spoiwem, w dobrym znaczeniu, że zbliżyła Was tak jak powinna; przygotowała do wspólnego życia. Wy, z tego co widzę, jesteście bardzo dojrzali – duchowo i emocjonalnie, więc u Was to jak najbardziej się sprawdziło.
      Ale znam wiele młodych par, które teraz są razem, ale widać, że (mimo, że są wierzący), ich relacja raczej nie prowadzi do ślubu… Myślę, że w takich przypadkach głównie – warto się zastanowić czy chcemy łączyć sie duchowo, emocjonalnie z tą drugą osobą…
      Ściskam mocno i dzięki wielkie, że podzieliłaś się jak to było u Was – nie chciałabym, żeby dojrzałe, silne pary pomyślały sobie, że wspólna modlitwa jest zła i koniec kropka, bo sporo mogłyby na tym stracić…!
      ;*

  4. Myślę, że kluczowe jest tu jak się modlimy [jest np. ogromna różnica między odmawianiem razem Różańca, czy czytaniem sobie na głos Pisma Świętego, a pisaniem wspólnie dziennika-pamiętnika duchowego, czego nie podjęłabym się nawet z mężem, to zbyt intymne], w jakiej intencji, na jakim etapie duchowym jesteśmy oboje. Okoliczności zewnętrzne też nie są obojętne. Ale i tak nie odważyłabym się nikomu powiedzieć „nie módlcie się”. Lepiej raczej podpowiedzieć jak się modlić – dzięki, że napisałaś takie wskazówki :) Swoją drogą, przebrnęłam przez wiele książek i konferencji dla zakochanych i niemal w każdej jest motyw „módlcie się razem”, ale nie ma właśnie napisane jak, a takie proste wskazówki jak to, by np. modlić się w miejscach publicznych, są bardzo pomocne.

    Ta mądra bliskość, nie tylko fizyczna, ale i duchowa i psychiczna, na etapie chodzenia ze sobą czy nawet narzeczeństwa to bardzo trudny według mnie temat. Wydaje się być naturalne, że gdy wiążemy się z kimś, to chcemy otworzyć się jak najbardziej i nie w głowie nam, że to może przynieść złe skutki gdyby coś nie wyszło [a przecież różnie bywa, coś o tym wiem]. Przyznaję, że nie mam pojęcia jak znaleźć taką równowagę w bliskości, co to dokładnie oznacza „ochronić swoje serce”. Podejmując się kochania kogoś, zawsze wystawiamy się na zranienie, i wydaje mi się, że nie jesteśmy w stanie zupełnie tego uniknąć. A zwłaszcza jak robimy razem rzeczy, które wydawać by się mogło, mogą przynieść tylko dobre skutki, jak właśnie modlitwa. Myślę sobie, że tak jak napisałaś na końcu, trzeba stale konsultować się z Bogiem, rozeznawać, rozeznawać i jeszcze raz rozeznawać… to raczej nie przyniesie nic złego, a może ochronić ;)

    Dzięki za materiał do rozmyślań, na pewno przegadam ten temat w gronie kilku znajomych, jestem bardzo ciekawa co myślą :)

    1. Zastanawiałam się czy wrzucić ten post, bo wiem, że to bardzo indywidualna sprawa i naprawdę dużo zależy od relacji i tego jak dana para chce się modlić, jak bardzo są dojrzali, etc..
      Pamiętam, że nam ta pierwsza rada (módlcie się, ale w miejscach publicznych) bardzo wtedy pomogła, więc pomyslałam, że może akurat ktoś jest w podobnej sytuacji i pomoże mu to uniknąć naszych błędów…
      ;**

  5. O tym było też w książce „Miłość i wojna” którą właśnie powoli kończę czytać.

    P.S. Dziękuję Ci za odpowiedź na maila, trochę uspokoiłaś moje serce ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s