Kiedy Czujesz Się Pominięta

pomienieta

Ostatni rok nie był dla nas łatwy.

Rok temu zdecydowaliśmy, że T. odejdzie ze swojej dobrze płatnej, stabilnej pracy i spróbuje sił w zupełnie innej dziedzinie, która jest jego pasją.

Mieliśmy w głowie plan jak ta jego zmiana kariery będzie wyglądać. Wszystko miało się szybko i pięknie ułożyć. A tutaj niespodzianka. Minął już ponad rok i nic.

Żeby ta zmiana była możliwa, musieliśmy przeprowadzić się z naszego ładnego, przestronnego mieszkania z siłownią i basenem w budynku do malutkiej kawalerki.

W tym samym czasie nasi znajomi zaczęli kupować domy i mieć dzieci. My, ze względu na naszą sytuację, nie mieliśmy takiej możliwości.

Znacie to uczucie? Tego lekkiego ukłucia, kiedy widzicie jak ludziom dookoła wszystko się ‚idealnie układa’, a wy stoicie gdzieś z boku, czekając na waszą kolej…?

Nie raz tak się czułam w ciągu tego roku. Trochę pominięta. Tak jakby Pan Bóg chodził wśród moich znajomych, rozdając im po kolei różne błogosławieństwa, a przechodząc obok nas tylko kiwnął i uprzejmie się uśmiechnął. 

Co z nami? Co ze mną? Dlaczego nic nam się nie układa ‘tak jak powinno’? Przecież czas nas goni.  T. w czerwcu skończy 30stkę. Ja we wrześniu miałam 27 urodziny. Co z tym planem, który mieliśmy w głowie? Czy gdzieś popełniliśmy błąd? Coś przeoczyliśmy?!

I chociaż ta historia jeszcze się nie zakończyła (nie mogę się doczekać, żeby się dowiedzieć co będzie dalej!), to ten rok bardzo wiele mnie nauczył.

Zdałam sobie sprawę, że byłam bardzo dumna, zakładając, że wszystko ułoży się według naszego planu…

A dlaczego by tak miało być? Bo inni dookoła tak robią? Bo tak się przyjęło? Bo my tak sobie to wymyśliliśmy?

Przecież Bóg jest ponad to. On jest większy niż dedlajny, które my sobie stawiamy. On jest ponad społecznymi tradycjami i oczekiwaniami. On dla każdego z nas ma indywidualny plan. Jego plan dla mnie nijak ma się do planu, jaki ma dla mojej przyjaciółki i reszty naszych znajomych.

Tak łatwo jest wpaść w pułapkę porównywania się do innych. Wiele razy to w ciągu tego roku to robiłam i za każdym razem wychodziłam z tej rozgrywki przegrana.

Pewnego dnia przeczytałam w tej książce (polecam!) o Sarze. Tej od Abrahama. Tej która czekała 90 lat (!) na to, żeby zostać mamą. Mogę sobie tylko wyobrazić co czuła. W kulturze, w której kobieta znaczyła tyle co nic. Kobieta, która nie dała mężowi syna – jeszcze mniej. Wyobrażam sobie, że czuła się bardzo pominięta. Patrzyła pewnie dookoła siebie, na spełnione macierzyństwem kobiety i myślała ‘A co ze mną? Czy o mnie Boże zapomniałeś? Kim ja w takim razie jestem, jeśli nie mogę mieć dzieci? Jaką ja w ogóle rolę odgrywam na tym świecie??’

Więc czekała. Skupiła całą swoją uwagę i wszystkie myśli na tym, żebym zaistnieć w tym świecie, żeby w końcu być kimś. A według niej to mogło być możliwe tylko wtedy, kiedy Bóg da jej syna.

Ja też czekałam. Czekałam na to, aż T. dostanie swoją wymarzoną pracę. Czekałam na moment w którym będziemy mogli mieć swój dom. Czekałam na to, aż ja też będę mogła zostać mamą. I tak dalej i tak dalej…

Ale poznając głębiej historię Sary, zrozumiałam coś, co bardzo mnie dotknęło.

Sarze wydawało się, że życie ucieka jej między palcami, że Bóg zapomniał o niej w swoich planach, bo nie pomaga jej w realizacji celu, który sobie postawiła.

Ja też miałam moje aspiracje (kupno domu, dobra praca, dzieci wtedy i wtedy). Takie wyznaczniki, które pokazałyby mi i reszcie świata, że jestem czegoś warta, że jestem ważna, że coś znaczę w tym świecie.

Ale co jeśli nie udaje mi się tych celów osiągnąć? Co jeśli nagle okazuje się – jak dla nas w tym roku – że rzeczy nie idą zgodnie z naszym planem?

Sara – skupiając się na tym, co jej wydawało się być jedynym celem jej życia, zapomniała, że tak naprawdę miała do wykonania dwie bardzo ważne misje do których została powołana!

Bóg dał jej – i daje mi dzisiaj – do wypełnienia dwie role, które same w sobie mogą być najważniejszym życiowym celem i źródłem spełnienia.

Pierwszy to bycie odbiciem Bożego serca. Tu gdzie jestem. W tym momencie.  Dzisiaj. Tam gdzie Bóg mnie postawił. Mam być odbiciem Jego miłości, Jego pokoju, Jego radości.

Swoją osobą mam zapraszać innych do Bożej obecności. Służyć innym i swoją postawą pozwolić na to, żeby mogli we mnie zobaczyć chociaż ułamek tego, co Jezus Chrystus może im zaoferować.

WOW. To jest misja…. To jest odpowiedzialność. Ale i wielki przywilej. On chce mnie użyć! Taką jaką jestem, tu gdzie jestem. Nie za 5 lat kiedy będą żoną, nie wtedy kiedy będę mieć dzieci, nie wtedy kiedy skończę studia. I nie ważne czy mam 15, 30 czy 70 lat. Dla Niego jestem ważna i potrzebna, niezależnie od tego czy mam dyplom magistra czy skończyłam podstawówkę. To czy jeżdżę autobusem czy najnowszym audi nie ma dla Niego najmniejszego znaczenia.

Jego największą aspiracją jest to abym całą sobą była w Nim zakochana. I dzięki temu, żebym swoim codziennym życiem zapraszała innych do Jego obecności.

jeremiasza

Druga rola, jaką Bóg dał Sarze, to bycie ezer kenegdo.

Słowo ezer zostało użyte dwadzieścia razy w Starym Testamencie.

Raz, by określić kobietę i 19 razy, by przywołać Boga jako ostatnią i jedyną deskę ratunku w rozpaczliwym położeniu. Patrzcie tutaj:

„Wznoszę swe oczy ku górom: Skądże nadejdzie mi pomoc? Pomoc mi przyjdzie od Pana, co stworzył niebo i ziemię” Ps 121:1-2

„Dusza nasza wyczekuje Pana, on jest naszą pomocą i tarczą” Ps 33:20

Kontekstem większości opisów, w których użyto słowa ezer, jest życie i śmierć — gdy Bóg pozostaje naszą jedyną nadzieją, naszym ezer. Jeśli nie ma Go przy nas, jesteśmy martwi.

Dobrym tłumaczeniem słowa ezer mogłoby więc być — wybawiciel. Kenegdo znaczy obok albo naprzeciwko.

Bóg jest ezer kenegdo człowieka, tak jak Ewa jest ezer kenegdo AdamaCytat

Być ezer naszych mężów znaczy ochraniać ich. Znaczy walczyć o ich dobro. Być ezer znaczy stać u ich boku i pomagać im w kierowaniu rodzina. To znaczy, że mamy być czujne na to co mówi do nas Bóg przez Ducha Świętego. Mamy być takim radarem, który rozróżnia dobro od zła, pozytywny wpływ różnych rzeczy od negatywnego. Być ezer znaczy, że mamy duchowo wojować o naszych mężów i nasze rodziny, wypatrywać duchowych niebezpieczeństw i szukać błogosławieństw.

Być ezer to wielka odpowiedzialność ale i ogromny przywilej. Żona, która w pełni zdaje sobie z tego sprawę będzie koroną swojego męża.

Będzie spełnioną, pewną siebie kobietą – ponieważ ma misję. Ma do odegrania wielką i bardzo ważną rolę, a każdy dzień (niezależnie od jej sytuacji) dostarczy jej ku temu możliwości.

Nagle zdałam sobie sprawę z tego, że mam bardzo dwa bardzo ważne zadania… I że wcale nie zostałam pominięta. Że to ja sama postawiłam sobie cele, które  – owszem, może i są ważne i całkiem możliwe, że też mieszczą się w Bożym planie dla mnie – ale nie muszą i nie powinny być celami samymi w sobie. I nie muszą mnie definiować. Dlatego, że ja już mam definicję siebie. Nie nadałam jej sobie sama. Otrzymałam ją od mojego Boga.

LIST OD BOGA DO MNIE

Więc postanowiłam, że zamiast ciągle czekać na to aż Bóg zrealizuje wszystkie punkty z mojej listy życzeń, spróbuję żyć w pełni dzisiaj, teraz, tutaj. Być spełnioną, szczęśliwą kobietą, mimo, że w oczach świata mam jeszcze tak wiele do osiągnięcia.


25 thoughts on “Kiedy Czujesz Się Pominięta

  1. Natrafilam na Twoja strone calkiem przypadkiem🙂Czytam Twoje posty,a raczej je pochlaniam z wielka radoscia.Od jakiegos czasu szukam pomocy jak sie zblizyc do Boga,bo cos sie zmienilo i nie czuje go juz przy mnie.Wierze,ze Twoje posty pomoga mi w tym.

    1. Hej Kamila, dziękuję Ci za słowa zachęty i modlę się, żebyś na nowo poczuło Jego obecność w swoim życiu – żebym zobaczyła i poczuła jak bardzo Cię kocha i jak bardzo chce być częścią Twojego życia! Ściskam mocno.

  2. Twoje teksty trafiają w samo sedno. Odzwierciedlają to z czym sama się zmagam kazdego dnia, pogoń za „czymś” by udowodnić sobie i swiatu ze jestem cos warta, realizując swoje plany, nie biorąc pod uwagę ze coś moze pójść nie tak, nieco zaborcza i chcąca trzymać wszystko pod kontrolą…. tylko w tym wszystkim niestety miejsce na Boga jest na tyle na ile idzie wszystko zgodnie z planem. Aktualnie rowniez jestem na macierzynskim i przebywając z moim malym cudem zaczynam rozumiec ze nie tędy droga, ze wypelnienie grafiku od A-Z dobra praca dom i stabilność nie wypełniają pustki serca. Chciałabym umieć zaufać Panu, jednak caly czas w mym sercu jest lęk przed zrobieniem tego kroku bo wiem ze wiele rzeczy sie zmieni, wiele rzeczy bede musiala przewartościować i trwanie w tej letniości jest dla mnie męczące jednak bezpieczne.

    1. Hej, cieszę się, że odnajdujesz się jakoś w tych postach. To już duży krok, że czujesz, wiesz, że chcesz być bliżej Boga. Możesz zacząć od małych kroczków w kierunku zmiany… od spędzenia trochę czasu codziennie w Jego obecności, czytając Jego słowo, słuchając chrześcijańskiej muzyki ale rozmawiając z Nim. On chce mieć bliską relację z Tobą – bo bardzo Cię kocha i zależy Mu na Tobie. Życzę Ci bardzo i modlę się, żebyś mogła poczuć Jego miłość i żeby dał Ci siłę i mądrość do zmian, które musisz podjąć. Nie jesteś w tym sama! Pozdrawiam Cię serdecznie ;*

  3. Właśnie, wy o dzieciach i „wybrakowanych” małżeństwach, o wspólnych decyzjach, a mi, singielce od tygodnia, chodzi po głowie myśl „czego mi brakuje, że wszyscy umieją stworzyć z kimś parę, tylko ja nie…”.
    Bóg nam dał ileś talentów „według zdolności”, wierzę, że jak pomnożę to, co mam, to dostanę następne. Widać jeszcze nie dla mnie małżeństwo.

    1. Hey Agato, strasznie mi przykro, że nie ułożyło się tak jak byś tego pewnie chciała… mogę sobie tylko wyobrazić co czujesz:(
      Nie znam Cię, ale wątpię, żeby czegoś Ci ‚brakowało’ – choć rozumiem dlaczego tak możesz myśleć.
      Modlę się, żebyś teraz w tym czasie namacalnie poczuła jak baardzo On Cię kocha i jak bardzo jesteś dla Niego ważna – taka właśnie jaka jesteś.
      ps. zajrzyj jeśli masz chwilkę na List do Ciebie z mojego ostatniego wpisu.
      ściskam Cię mocno;*

  4. Zobaczysz jak Bog wynagrodzi Ci takie myslenie… Dojrzec do tego, by doceniac kazda sytuacje jako zaplanowana przez Boga, jest duuuuuzym krokim do przodu. Nie czesto tak potrafimy i walczymy z Nim.. az padamy z wyczerpania i mowie: ok.. poddaje sie.. wtedy On moze mnie uczyc i pokazuje, ze ten czas byl absolutnie potrzebny… :)
    Bog zawsze dziaja ku dobremu…

  5. Ty zawsze trafiasz w samo sedno. Twoje posty są bardzo piękne, bo odkrywają nasze powołanie. Potrafisz pozytywnie pomyślec o każdej sytuacji.
    Myślę, że Jego plan dla Was, dla każdego z nas będzie piękny, tylko musimy to piękno dostrzec.

    1. Dzięki wielkie za miłe słowa.
      Tak właśnie staram się widzieć każdy ‚sezon’ w którym jesteśmy, nawet jeśli nie jest łatwo – bo przecież zawsze możemy się czegoś nauczyć. A móc cieszyć się życiem, pomimo okoliczności – to jedna z rzeczy do których dążę, z Jego pomocą….! ;**
      ps. Chciałam nie raz zostawić komentarz pod Twoimi postami, ale z jakiegoś powodu nie dało się;/ Będę nadal próbować!

  6. Mam ochotę ostatnią grafikę ustawić jako tapetę:D Dzięki za ten wpis. Myślę, że każdej kobiecie dało to dużo do myślenia.

  7. „A wiara jest pewnoscia tego czego sie spodziewamy,przeswiadczeniem o tym, czego nie widzimy”…przyszedl ten fragment gdy czytalam cie :-)
    Pozdrawiam serdecznie

  8. Jeszcze chyba nigdy z żadną Twoją notką się aż tak nie utożsamiałam… Boże, jak ja to wszystko rozumiem… Ale głęboko wierzę, że jak Bóg teraz nie daje, to szykuje bardzo dużo. Aż jestem ciekawa, co też takiego obie dostaniemy. :)
    Gdzieś kiedyś usłyszałam i utkwiło mi w głowie, że obojętnie, czego nam brakuje, czy dzieci (ile ja się aluzji o wybrakowanym i niepobłogosławionym małżeństwie nasłucham…), czy pracy, czy czegokolwiek, nadal jesteśmy „pełni”, bo Bóg wypełnia całą resztę i wszystko wyrównuje. ;)

    1. No właśnie, z jednej strony to trudny czas, a z drugiej naprawdę nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć co On dla nas przygotował. I mimo, że na ludzki rozum stoimy w miejscu, to wiem, że On działa i snuje swój plan – może inny niż nasz – ale wiem, że będzie lepszy…

      Piękne to – On nas wypełnia….!;*

      1. kurczę, nie wiem, czemu mi się dwa razy wysłało. :/

        PS Myślałam, że starsza ode mnie jesteś (po sposobie pisania:)) a tu się okazuje, że w tym samym wieku. :D

  9. Jeszcze chyba nigdy z żadną Twoją notką się aż tak nie utożsamiałam… Boże, jak ja to wszystko rozumiem… Ale głęboko wierzę, że jak Bóg teraz nie daje, to szykuje bardzo dużo. Aż jestem ciekawa, co też takiego obie dostaniemy. :)
    Gdzieś kiedyś usłyszałam i utkwiło mi w głowie, że obojętnie, czego nam brakuje, czy dzieci (ile ja się aluzji o wybrakowanym i niepobłogosławionym małżeństwie nasłucham…), czy pracy, czy czegokolwiek, b

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s