Jak To Jest Być Singielką?

Odpowiedź brzmi: nie wiem. Wyszłam za mąż mając 24 lata, więc nie będę udawać, że wiem jak to jest. Mogę sobię tylko wyobrazić, że jeśli jesteś singielką i zaglądasz czasem na mój blog, to być może poczułaś nie raz to znajome ukłucie w swoim sercu – a co ze mną? Ja też chcę być żoną…

Ja na razie nie ośmielę się pisać na ten temat, ale jest pewna młoda kobieta, której list bardzo mnie poruszył i chciałam się nim z Wami podzielić.* Mimo, że nie jestem singielką, do mnie też mocno przemówił. Zobaczcie dlaczego.

single

Jest czwartek wieczorem. Miałaś produktywny dzień w pracy; skończyłaś wszystkie projekty przed czasem, znalazłaś błąd, którego wszyscy szukali od miesięcy. Byłaś na siłowni (czwarta sesja w tym tygodniu). Jadłaś zdrowe jedzenie i wypiłaś więcej wody niż zalecana dawka. Służyłaś Bogu w kościele i czułaś, że Bóg cię naprawdę używa.

Wchodzisz do domu o 19:30. Chwytasz obiad, który przygotowałaś w niedzielę. Czujesz jak łzy napływają ci do oczu. Szybko łapiesz więc za listy i je przeglądasz. Wypisujesz czek na hipotekę i wrzucasz do skrzynki. Bierzesz prysznic, bo nie wyobrażasz sobie iść do łózka brudną. Przeglądasz plan na jutro. Suszysz włosy i wkładasz piżamę. Wchodzisz do łóżka i nie potrafisz już dłużej zatrzymać łez. Płaczesz gorącymi łzami – takimi, które palą twoje oczy. Czujesz się przegrana. Jasne, twój dzień/ tydzień/ miesiąc/ rok był pełen sukcesów. Ale jesteś sama.

Wszystko czego chciałaś to być żoną lub matką. Nie jesteś żadną z powyższych, więc jesteś przegrana. Coś musi być z tobą nie tak. Niechętnie podnosisz głowę z poduszki, mokrą od łez. Szepczesz słowa modlitwy.

Czy ta scena brzmi znajomo? Znasz to uczucie samotności, kiedy musisz wrócić do pustego domu, wieczór po wieczorze? Moja droga, ja mogę. Ta scena była odegrana wiele razy w filmie mojego życia…

  • Podążałam za wszystkimi zasadami
  • Ciężko pracowałam
  • Dbałam o moje ciało
  • Byłam aktywna i zaangażowana w różne inicjatywy, nie pozwoliłam sobie być odludkiem
  • Byłam dobrą osobą
  • To był czas, żeby otrzymać moje błogosławieństwo
  • Miałam prawo być żoną i matką
  • To było moje przeznaczenie

Pamiętam kiedy Bóg poprosił mnie, żebym oddała mu swoje marzenia. „OK Boże. Twoja wola, nie moja. Nie ma sprawy! Pójdę gdziekolwiek chcesz, żebym poszła i zrobię o cokolwiek poprosisz” – modliłam się. Byłam podekscytowana planem, jaki Bóg miał dla mojego życia. Kilka takich rozmów z Nim później, zrozumiałam o co Mu chodziło. O moje najbardziej osobiste i najdroższe mi marzenie.

Chciał, żebym wzięła moje pragnienie zostania żoną i matką i położyła je przed Nim na ołtarzu.

Błagałam Boga, żeby wziął jakiekolwiek marzenie – tylko nie to. Negocjowałam z Nim, oferując cokolwiek innego w zamian – żebym tylko mogła zatrzymać TO marzenie. Ale zasady na jakich próbowałam to wynegocjować nigdy nie były dobre. Moja natura musiała ‚umrzeć’ i to na Jego warunkach, nie na moich.

Pamiętam ten dzień, kiedy całkowicie złamana, w końcu położyłam moje pragnienia na ołtarzu.

Na początku położyłam je na ołtarzu, ale nie potrafiłam odejść. Odłożyłam je, ale ciągle trzymałam swoje ręce na nich. To nie było wystarczające. On poprosił mnie, żebym całkowicie odeszła od tego marzenia, które stało się moim bożkiem.

Odwróciłam się od mojego marzenia i czułam się sparaliżowana. W którą stronę mam teraz iść, jeśli właśnie oddałam najcenniejszą mi w życiu rzecz? Bo widzisz, mimo, że nie byłam mężatką, ciągle trzymałam się nadziei, że pewnego dnia będę. Pozwoliłam sobie żyć z nadzieją, że moja bajka się ziści.

Byłam zdezorientowana i nie rozumiałam dlaczego Bóg chciałby, żebym przestała mieć nadzieję. Czy On nie jest Bogiem nadziei? Oczywiście, że tak!

Bardzo powoli musiał mnie nauczyć, że moja jedyna nadzieja powinna być tylko w Nim, nie w obietnicy o mężczyźnie. Nie chciał, żebym porzuciła nadzieję. Ale chciał, żebym tylko Jemu ufała, że to On wypełni moje najskrytsze pragnienia.

On chciał stać się moim najskrytszym pragnieniem. Wtedy, i tylko wtedy, będzie mógł wypełnić pustkę, którą miałam w sercu…

  • Po pierwsze, musiałam zdać sobie sprawę, że On nie był moim największym pragnieniem
  • Potem, musiałam zdać sobie sprawę, że On ma być moim największym pragnieniem

singielka2Porzucenie marzenia o małżeństwie i dzieciach było jedną z najbardziej bolesnych rzeczy jakie kiedykolwiek musiałam zrobić w moim życiu. Zmusiło mnie to do pogodzenia się  z faktem, że nie jestem niczyją ulubioną osobą; nie mam kogoś z kim mogę obgadać wszystkie moje pomysły; być może umrę sama. Ale wiem, że jestem dzieckiem Boga; mogę zrzucić wszystkie moje zmartwienia na Niego i Jego słowo zawsze mnie poprowadzi.

Być może będę umrę kiedyś sama, ale w wieczności będę z moim Królem.

Moja droga przyjaciółko, jeśli jesteś zraniona i samotna dzisiaj, wiedz, że Jezus jest Tym, którego naprawdę potrzebujesz. Kiedy dasz mu pełny dostęp do swojego serca, On wypełni całe twoje życie na sposób, o którym nie miałaś pojęcia. On weźmie cię w podróż, która jest naprawdę fascynująca.

Jakie pragnienie nosisz w sobie, które Bóg chce, żebyś Mu oddała?

——————————————————

Od Peaceful Wife:

Ten ‚nakaz’, żeby porzucić marzenia o małżeństwie i dzieciach (i tak naprawdę wszystkie inne pragnienia) dotyczy także mężatek…

  • Oddanie naszych najgłębszych pragnień i marzeń jest bolesne dla każdego wierzącego 

Te z nas które są po ślubie mają mężów i może nawet dzieci. To są dobre dary, ale mężowie i dzieci nie mogą usatysfakcjonować największej potrzeby naszej duszy. Jeśli będziemy próbować zaspokoić nasze najgłębsze pragnienia innymi ludźmi to my – i ludzie których ‚idolizujemy’ – nie będą szczęśliwi. Ludzie nigdy nie mogą być dla nas Bogiem. Tylko Jezus może nas naprawdę zaspokoić. 

Jeśli kochamy Boga tylko dla rzeczy, które możemy od Niego otrzymać – to nie jest prawdziwa miłość!  Pomyśl o kobiecie, którą może znasz, która jest z mężczyzną tylko dla tego, co on może jej zaoferować – nie dlatego, że naprawdę go kocha. To nie jest fajny obrazek.

Bóg chce, żebyśmy go kochały – naszego Dawcę – o wiele bardziej niż kochamy Jego prezenty!

On jest łaskawy i dlatego nigdy nie pozwala nam odnaleźć pełni zadowolenia, spełnienia, radości, pokoju, celu i tożsamości w czymś innym niż Nim samym – dlatego, że te rzeczy możemy znaleźć tylko w Nim! To On jest największym skarbem!

Bycie mężatką nie gwarantuje kobiecie niczego. Nie ma żadnej obietnicy, że coś złego nie stanie się jej mężowi, jej dzieciom, w jej własnym zdrowiu. Wiele mężatek czuje się bardzo samotnie, wiele z nich czuje się niekochane. Singielki i mężatki (i mężczyźni) są głęboko zranione. My wszyscy desperacko potrzebujemy Jezusa – bo tylko On może nam dać Prawdziwą Miłość i Prawdziwe Życie.

* Tłumaczenie żonaimaz.com za postem Peaceful Wife “God, Please! Ask Me for ANYTHING but THIS!”


15 thoughts on “Jak To Jest Być Singielką?

  1. Ja chcę mieć męża, bo wiem co tracę – jeśli go mieć nie będę. Rodzina to najważniejsza rzecz w życiu. Wierzę też, że jak się aktywnie szuka, to tą osobę się znajdzie…

    1. A czasem jest też tak, że jak się przestaje szukać i poddaje temu co Bóg ma dla nas, to nagle ta osoba się ‚pojawia’! Czy tak będzie czy nie, to życzę Ci bardzo odnalezienia pokoju i radości w tej sytuacji, w której teraz jesteś <3

  2. „Bycie mężatką nie gwarantuje kobiecie niczego. Nie ma żadnej obietnicy, że coś złego nie stanie się jej mężowi, jej dzieciom, w jej własnym zdrowiu. Wiele mężatek czuje się bardzo samotnie, wiele z nich czuje się niekochane. Singielki i mężatki (i mężczyźni) są głęboko zranione. My wszyscy desperacko potrzebujemy Jezusa – bo tylko On może nam dać Prawdziwą Miłość i Prawdziwe Życie.” – Nie do końca się z tym zgadzam. Owszem tylko w Bogu odnajdziemy pełnię szczęścia. Małżeństwo to sakrament dany nam ludziom od Boga. Dany grzesznikom – kobiecie i mężczyźnie by mogli podążać wspólnie z Jezusem drogą do zbawienia i świętości, by już tu na ziemi skosztować nieba. Pan Bóg jest w stanie uleczyć nasze wszystkie zranienia i w pełnym zrozumienia, zaufania związku uświęconym przez sakrament kobieta i mężczyzna mogą naprawdę doświadczyć pełnię szczęścia.

    1. Oczywiście, że w małżeństwie można być bardzo szczęśliwym. Ja jestem – i to właśnie dzięki dobremu Bogu i Jego łasce na co dzień – tak jak piszesz – i dzięki temu, że On uleczył nasze zranienia z przeszłości.
      Myślę, że autorce chodziło tu o to, że nawet takie szczęście, że nawet najlepszy mąż nie może zająć miejsce Jezusa w naszym życiu – że tylko On może zaspokoić każde nasze pragnienie, wypełnić pustkę. Bo nawet najbardziej kochający mąż czasem nas zawiedzie, nie będzie w stanie zawsze i wszędzie być z nami – a Bóg tak…
      ;*

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s