Co Ratuje Moje Małżeństwo

Macie tak, że jak przez dłuższy czas nie pogadacie porządnie z mężem, to jakoś tak dziwnie się między wami robi?

Obowiązki, spotkania ze znajomymi, mija tydzień i jakoś nie było czasu, żeby usiąść i po prostu pobyć razem, otworzyć nasze serca przed soba. I czegoś mi wtedy brakuje, dziwnie się jakoś czuję.

Inaczej reaguje na jego słowa, komentarze. Inaczej wygląda nasza komunikacja.

małżeństwo z Bogiem

Tak jakbym troszkę wtedy zapominała co jest w jego sercu; dlaczego mówi pewne rzeczy, dlaczego zachowuje się tak, a nie inaczej…

Może ty tak nie masz.

Może już przywykliście to takiego stanu rzeczy? Stało się to normalne, że naprawdę spędzacie razem czas od święta, jak jest randka, większa okazja.

‚Tak już jest, no…’

Mi się robi dziwnie, ale nie tylko jak nie mam tego czasu z T., przynajmniej raz w tygodniu.

Dziwnie mi się też robi jak nie spędzam czasu z moim Tata.

Może ty tak nie masz.

Tak naprawdę to wszystko kwestia przyzwyczajenia. Do wszystkiego przecież można się przyzwyczaić.

Do relacji, w której rzadko otwiera się serce przed partnerem. Do relacji, w której komunikacja opiera się na ‚zapłać rachunki, odbierz dzieci ze szkoły, co na obiad?’.

Tak samo można się przyzwyczaić do relacji z Bogiem, która jest ‚od święta’. Od randki do randki.

On chce z nami rozmawiać codziennie. Ja jestem do tej rozmowy przyzwyczajona, więc kiedy mija dzień (lub dwa) bez niej, to czuję, że coś jest nie tak. 

Czuję wtedy, że pozwoliłam życiu przejąć kontrolę nad moim czasem, zanim oddać swój czas Jemu, żeby to On przejął kontrolę nad moim życiem.

To nie jest tak, że staję się nagle inną osobą. Wychodzi ze mnie jakiś frankensztajn czy coś.

Mogę być nawet całkiem miła (Joyce Meyer mówi, że potrzebuje czasu z Bogiem rano, bo inaczej nie jest miłą osobą;p).

Ale jesli rano nie spędzę czasu w Jego obecności (czytając Jego słowo / mówiąc do Niego / słuchając Jego głosu), to zaczynam inaczej postrzegać siebie i świat dookoła mnie.

Patrzę wtedy na wszystko przez swój pryzmat. Myślę, że to ja muszę dziś dokonać tych wszystkich rzeczy, które sobie zaplanowałam. Bo to JA wtedy planuję swoje życie. Zaczynam myśleć o przyszłości i ogarnia mnie strach; czuję się przytłoczona, bo przecież to JA muszę się upewnić, że mój plan się powiedzie. Muszę być gotowa na każdą ewentualność…

I do pewnego stopnia to działa. Przecież tyle ludzi daje sobie radę bez Jego pomocy.

Ja też bym mogła. Wiem, że to kwestia tygodni, miesięcy, może roku… i ten Głos, który dzisiaj mi mówi, że mi dziwnie bez Niego, powoli by ucichł…

Nauczyłabym się żyć bez Niego. Zapomiałabym szybko jak to było, czuć ten pokój i radość, które daje relacja z Nim.

Naczyłabym się pokładać nadzieję w mojej edukacji, moich umiejętnościach, mojej karierze, moim mężu, moich dzieciach.

Nawet już tego próbowałam.

Dorastając wierzyłam mocno, że jeśli tylko uda mi się pójść na dobre studia i dostać fajną pracę, to będę szczęśliwa. Potem wierzyłam, że jeśli znajdę męża, który będzie mnie kochał i szanował, to będę szczęśliwa. I jeśli uda nam się razem kupić dom na wsi, to będę szczęśliwa.

Tak, te rzeczy (domu jeszcze tylko nie mamy!) dają szczęście i poczucie satyskacji. I jestem za nie przeogromnie wdzięczna. Kocham swojego męża na maxa i nie wyobrażam sobie życia bez niego. Nasze małżeństwo daje mi mnóstwo satysfakcji.

Ale wiem, że mając to wszystko i nie mając w swoim sercu mojego Jezusa – nie byłabym tak naprawdę szczęsliwa.

Tylko On jest źródłem mojej prawdziwej satysfakcji. Tylko On daje mi pokój, który zostaje ze mną, bez względu na otaczające mnie okoliczności.

Tylko dzięki Niemu nasze małżeństwo może być takie, jakiego naprawdę pragniemy.

Pełne miłości, wzajemnego zaufania, wybaczenia, spełnienia i oddania, śmiechu, odpoczynku w swojej obecności.

Wiem, że można dać sobie radę bez Niego.

Tylko, że ja już nie chcę sobie sama dawać radę. Nie chcę sama – bo próbowałam i nie do końca mi to wychodziło.

I nie chcę już tylko ‚dawać sobię radę’. Chcę takiego małżeństwa, o jakim marzymy w głebi swojego serca i jakie On dla nas przygotował.

Chcę być koroną swojego męża, chcę być duchowym radarem dla naszej rodziny, chcę żeby nasze małżeństwo było świadectwem Jego miłości dla ludzi dookoła nas.

Wiem, że to będzie możliwe tylko wtedy, jeśli będę gotowa oddać Bogu moje serce. Moje plany, moje marzenia, moje ambicje. I pozwolić Mu wziąć kontrolę nad każdym aspektem mojego życia.

Wiem, że muszę spędzać czas w Jego obecności, żeby On mógł mnie zmieniać na swój obraz. Żeby mógł pokazywać mi drogę, którą mam iść. Żeby dał mi siłę na każdy dzień. Żebym mogła poczuć jak bardzo mnie kocha – bo tylko wtedy będę w stanie naprawdę kochać siebie i innych.

On okazuje mi łaskę i przebacza.

Nie możemy oferować innym czegoś, czego sami nie otrzymaliśmy, czego sami nie mamy.

Jest wiele świetnych książek na temat małżeństwa. Mnóstwo porad (także na moim blogu), mądrych ludzi. I to wszystko jest ważne, potrzebne.

Ale NIC nie zastąpi mi relacji z moim Panem.

Bo bez Niego jakoś mi tak dziwnie.


13 thoughts on “Co Ratuje Moje Małżeństwo

  1. Pięknie ujełas to czego od par dni nie mogę nazwać. Praca, obowiązki i mimo wspólnego łóżka jakaś tęsknota za małżonkiem. Niby jemy, niby śpimy, niby rozmawiamy, niby razem a jakos tak osobno. Bogu dzięki, że coś nie pasuje. Że tęskni się za czymś wiecej. Tak samo z realacjami z Bogiem. Ślubawło sie przed NIM i tak naprawdę JEMU, a w tej relacji jest jeszcze gorzej. dzieki za wpis i za zmusze do przemyśleń

    1. Ważne, że wiesz, że czegoś tutaj brakuje, że ciągle słyszysz w sobie ten cichy głos, że coś jest nie tak w obu relacjach.
      Mam nadzieję, że znajdziesz czas, żeby pójść za tym głosem i zbliżyć się do Niego i do niego….! Ściskam Cię mocno! ;**

  2. „Chcę być koroną swojego męża, chcę być duchowym radarem dla naszej rodziny, chcę żeby nasze małżeństwo było świadectwem Jego miłości dla ludzi dookoła nas.”- to zdanie jest takie piękne!

  3. Wczoraj rozmawialiśmy z mężem o naszym blogu, o różnych małżeństwach, o narzeczeństwie. Doszliśmy do wniosku, że trudno opisać pewne rzeczy w naszym związku, bez powoływania się na Boga, Jego prowadzenie, wiarę w Niego i ufność Jemu.
    Przypomniałaś mi, że ja chyba za często „patrzę wtedy na wszystko przez swój pryzmat”. Dziękuję za ten tekst :)

  4. „Joyce Meyer mówi, że potrzebuje czasu z Bogiem rano, bo inaczej nie jest miłą osobą”
    Ja tak mam! :D Chociaż nie tyle rano, co w ogole takich dłuższych spotkań na spokojnie. Jak jakiś czas ich nie mam to strasznie zrzędze. :p

  5. Wspaniały post, zgadzam się na 200%, mam też podobnie z relacją z mężem. Najlepiej, najpełniej jest jak jesteśmy razem w trójkącie z NIM. Bo to ON daje nam łaskę komunii małżeńskiej i jednoczy nas ze sobą w sobie. Aby móc w pełni kochać męże muszę najpierw kochać Jezusa i żyć z nim w zgodzie. To ON jest dawcą naszej miłości.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s