Jak Przetrwaliśmy Sztorm

Zniknęłam na trochę, ale już jestem. A jest mnie nawet trochę więcej niż kilka miesięcy temu;)

Ostatnie kilka tygodni były szalone i nijak się miały do obrazka kobiety w ciąży, spokojnie oczekującej na przyjście potomka! W połowie stycznia dostałam kontrakt na nową pracę w innym miejscu (nie pytajcie – praca w telewizji rządzi się swoimi prawami…) i musiałam dojeżdżać 1,5h w jedną stronę na drugi koniec Londynu. Program, nad którym pracowałam był mega intensywny, więc to nie ułatwiało sprawy – także dość powiedzieć, że wracałam do domu mocno padnięta.

MARTA 37tyg2W końcu zamiast pracować do 37 tygodnia jak to planowałam (tutaj jest normalne, że pracuje się do końca ciąży, jeśli warunki pracy na to pozwalają), skończyłam tydzień wcześniej, bo moje ciało zaczęło wysyłać dość mocne sygnały, że pora przystopować…

Jakby tego było mało, tydzień później się przeprowadziliśmy!

Całe szczęście teraz mogę skupić się już tylko na wiciu gniazda, prasowaniu tych maciupkich ubranek i przygotowaniu do pewnego istotnego wydarzenia zwanego porodem.

Te ostatnie tygodnie nie były łatwe. Były dni, kiedy jechałam do pracy i prosiłam Boga o siłę, żeby po prostu przetrwać kolejny dzień. Wiem, że ta moja zupełnie bezproblemowa ciąża jest darem od Niego, bo wiedział, że tego potrzebuję; że inaczej bym nie dała rady.

Ale za każdym razem kiedy się do Niego zwracałam, On odpowiadał. Dawał mi nie tylko wystarczająco siły, żeby przetrwać dzień, ale i więcej. Byłam w stanie wykonywać moją pracę w 100%, a jeszcze czasem wystarczało jej, żeby nie zapomnieć o tych dookoła mnie, którym wiem, że też nie było czasem łatwo.

Jakimś cudem, w soboty wieczorem prowadziliśmy jednocześnie kurs małżeński dla 4 par – właśnie dobiega końca i też jestem bardzo wdzięczna Bogu za to, że dawał nam odpowiednie słowa i inspirację za każdym razem kiedy mieliśmy zaczynać nową sesję…

To, czego nauczył mnie ten czas to to, że nie mogę czekać na to aż ‚wszystko się ułoży’, zanim ‚poczuję’ pokój w swoim sercu.

To, w jaki sposób przejdę przez ten niełatwy czas zależy w dużej mierze ode mnie. Od mojego nastawienia. To moja decyzja czy skupię się na tym czego nie mam, czego nie mi brakuje, na tym co niepewne, niewiadome – czy oddam te wszystkie rzeczy Jemu i pozwolę Mu trzymać mnie mocno za rękę każdego dnia. To ode mnie zależy czy poddam się uczuciu paniki przed jutrem, które jest nieznane, czy skupię na dzisiaj i przeżyję ten dzień, wdzięczna za to co już mam.

To, jak przejdziemy przez sztorm w naszym życiu i jakie lekcje z niego wyciągniemy zależy wyłącznie od nas… Możemy walczyć z tym sztormem, próbować przedostać się wpław na drugi brzeg o własnych siłach (i z małymi szansami, że wyjdziemy z tego cali i zdrowi), a możemy też wsiąść do łodzi, w której już jest On i tylko czeka na nas z wyciągnięta rękę, bo chce, żebyśmy przez ten sztorm przepłynęli razem z Nim – z Jego siłą, pokojem, radością – która jest niezależna od otaczających nas okoliczności, ale po prostu jest w nas – bo On jest w nas.

Nie każdego dnia wsiadałam z Nim do tej łodzi. Były dni, kiedy pozwoliłam falom zwątpienia i strachu zalać moje serce. Nie rozwiązało to żadnego z moich problemów, nie dodało mi sił, nie wprowadziło to pokoju do mojego domu.

Na wiele z naszych pytań nie mamy ciągle odpowiedzi. Nie wiemy do końca, czy mamy być tu gdzie jesteśmy; praca T. stoi jeszcze pod znakiem zapytania.

Ale wiem, że nie mogę pozwolić sobie na to, żeby czekać, aż ‚wszystko się ułoży’, zanim zacznę przeżywać każdy dzień z radością. Przecież nigdy tak nie będzie! Jak znajdziemy rozwiązanie tego problemu, to z pewnością pojawi się kolejny.

Nie mogę też czekać na to, aż wszystko się ułoży zanim zacznę żyć dla Niego. Gdyby Jezus siedział i czekał, aż wszystko z czym się zmagał minie, zanim zacząłby służbę dla swojego Ojca, to wątpię, czy świętowalibyśmy Wielkanoc za 2 tygodnie…!

To kolejna rzecz, której nauczył mnie ten czas…

Ufaj PANU i czyń dobrze; będziesz mieszkał na ziemi i na pewno będziesz żywiony.     Rozkoszuj się PANEM, a on spełni pragnienia twego serca.                                             Powierz PANU swoją drogę i zaufaj mu, a on wszystko wykona (Psalm 37:3-5)

Kiedy czekam na Jego odpowiedź, najlepszą rzeczą jaką mogę zrobić to skupić się na czynieniu dobra.

Najczęściej najlepszym lekarstwem na nasze troski i problemy jest po prostu to, żeby przestać ciągle o nich myśleć i zwrócić naszą uwagę na innych dookoła nas, którym być może też nie jest łatwo.

Ile razy, czując się beznadziejnie, zamiast zanurzać się w otchłani rozpaczy i skupiać się na tym, jak mi źle, zdecydowałam, że wyciągnę rękę do kogoś, kto wiem, że potrzebuje zachęty, wsparcia – czasem po prostu tylko miłego słowa.

I wiecie co? Jakimś cudem, zapominałam o moim problemach. Albo nagle stawały się mniejsze, już nie takie przytłaczające.

Jeśli wydaje się nam, że nie mamy innym nic do zaoferowania – to albo się sami oszukujemy, albo pozwalamy, żeby ktoś nas oszukiwał. Bo każdy z nas ma coś, co może zaoferować drugiemu człowiekowi. To może być najprostsza rzecz, jak zaproszenie kogoś na kawę, napisanie smsa, wykonanie telefonu… To może być coś trochę większego – zaangażowanie się w służbę, która pomaga innym – zaoferowanie naszego czasu i talentów, nawet tych ‚najmniejszych’ – nigdy nie wiadomo w jaki sposób możemy dotknąć czyjegoś życia…


 

Termin mamy na Wielkanoc. Czas pokaże czy przyjdzie nam świętować z maluchem u boku, czy też będę ciągle rosła duża i okrąglutka…!


31 thoughts on “Jak Przetrwaliśmy Sztorm

  1. Bardzo dobrze prowadzony blog! Cieszę się że wreszcie znalazłam coś odpowiedniego dla siebie. Twoje wpisy są świetne i życzę powodzenia w dalszej pracy :)!

  2. Ale po co kobieta ma tak tyrac i to w dodatku w ciąży nie lepiej żyć skromniej, znam wiele przypadków gdy kobiety poronily bo prowadziły za aktywny tryb życia. Trzeba też pamiętać aby czynić dobro najpierw w rodzinie a dopiero później dookoła oraz aby to czynienie nas nie wywyzszalo a było zwykła posługa czymś naturalnym naszym sposobem bycia.

    1. Poronienie w III trymestrze? ;)
      Właśnie aktywne kobiety z reguły czują się lepiej e ciąży, zarówno pod względem fizycznym, jak i psychicznym. Oczywiście nie mówię tu o wyciskaniu sztangi ;)

  3. Ja przez jakiś czas, po urodzeniu dziecka i swego rodzaju „ustatkowaniu”, żyłam w takim jakiś oczekiwaniu na coś, czego sama nie umiałam nazwać. Na jakąś zmianę. Potrzebowałam kilku miesięcy, by z tego oczekiwania się otrząsnąć i zacząć cieszyć się chwilą i przeżywać bieżący dzień takim jakim on jest. Bo można czekać, a to coś wyczekiwane może nigdy nie nadejść.

  4. Wspaniałe słowa! Dobrze jest pamiętać o tym, że nie trzeba czekać, aż będę mieć wszystkiego wystarczająco, albo na tyle dużo, żeby można było pracować, dzielić się, obdarowywać… Warto robić to już teraz. A działając, kochając doskonalę się, wzrastam i wyciągam wnioski, co można zrobić lepiej. Wiadomo. skąd biorą się nowe siły :)

  5. Jaki piękny brzuszek! Szczęśliwego rozwiązania, życzę Ci, żebyś ten Wielki Dzień wspominała zawsze z uśmiechem na twarzy. Ja nadal w jednopaku, ale szukam plusów ;)

  6. Nic nie widać na tym zdjęciu, a jednak widać wszystko :))

    Zainspirowałaś mnie tym wpisem do szukania radości w dość napiętym i całkiem stresującym czasie przygotowania do ślubu. Dużo zdrowia dla was i maluszka!

    1. To bardzo się cieszę! Pamiętam ten czas ślubnych przygotowań (nasze trwały 6mcy, a ślub braliśmy w Polsce choć mieszkamy w UK) i nie było łatwo…! Dużo pokoju, mądrych decyzji i jedności dla Was na ten czas – mam nadzieję, że też uda Wam się też skupić na przygotowaniach wewnętrznych:)

  7. Marto dziękuję za wpis, że poświęciłaś swój czas. Ja zawsze się u Ciebie odnajduję. Też myślę że bez Boga nic sama bym nie wskórała, choć pewnie jeszcze zbyt rzadko sobie uświadamiam, że On mimo wszystko jest ze mną. Czasem w tym natłoku pracy niestety o Nim zapominam, chcę nadgonić pracę a kończy się tym że nie daję sama rady bo właśnie gdzieś po drodze gubię Go… zamiast współpracować z Nim i prosić o pomoc bywa że zbyt wiele sama chcę zrobić naraz. Dobrze chociaż że potrafię sobie zrobić taki rachunek sumienia i uświadomić to i owo. Myślę że po to nam ta wolna wola… żeby się uczyć na błędach. Czasem trzeba się zgubić by odnaleźć na nowo to co najważniejsze. Sama przyznam że też chciałabym odpowiedzi od razu na wszystkie swoje pytania bo mam niecierpliwy charakter ale przecież On wie najlepiej kiedy jest najwłaściwszy czas. Być może w ten sposób „pracuje” nade mną i uczy mnie pokory. Ale wiem jedno – że warto czekać :-)
    Życzę Ci sił na ten okres <3

    1. Ja dziękuję, że znów zajrzałaś do mnie!
      Tak, warto czekać z Nim…
      i wyjść z tego okresu czekania silniejszą niż wcześniej…
      Bardzo Cię mocno ściskam i życzę Ci bliskości i pokoju z Nim na co dzień…
      :**

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s