Szczerze o Pierwszych Dniach Macierzyństwa

Chciałabym móc powiedzieć, że w momencie kiedy Leila przyszła na świat, w moim sercu od razu zrodziły się nieograniczone pokłady miłości do tej malej istotki. Tak się nie stało.

Szczerze mówiąc, moją pierwszą reakcją było po prostu uczucie ogromnej ulgi. Fizycznej (!) ale też psychicznej – że już, w końcu z nami jest. Po tylu dniach oczekiwania, zastanawiania się – czy to będzie dzisiaj?

Miał być poród domowy w wodzie, a był poród szpitalny, bo malutka była sporo po terminie i trzeba ją było trochę zachęcić do wyjścia. Ale mimo, że poród był wywoływany, udało mi się urodzić naturalnie, za co jestem Bogu niezwykle wdzięczna. I za to, że dał mi pokłady sił o istnieniu których nie miałam pojęcia!

leila and mum.jpgZa to, że dał mi ciało, które zostało stworzone do tego, żeby nosić i wydać na świat życie. Że wtedy, w nocy z 7 na 8 kwietnia był z nami w tym szpitalnym pokoju.

Za mojego męża, który w najtrudniejszych momentach szeptał mi do ucha słowa modlitwy…

Za moja zdrową i śliczną córeczkę.

Tak, chciałabym móc powiedzieć, że zakochałam się w niej od pierwszego spojrzenia (a oczka miała od razu szeroko otwarte;) ), bo kto by się nie zakochał w takim cudzie!

Dla mnie był to jednak proces.

Pierwsze dni były dla mnie dość trudne; pojawiły się też problemy z karmieniem, co wpłynęło też na moje samopoczucie.

Były takie chwile, kiedy wcale się nie cieszyłam, że zostałam mama. Okazało się, ze ten słynny ‚baby blues’ o którym tyle wcześniej słyszałam faktycznie może się przydarzyć – nawet komuś, kto na co dzień jest uważa się za szczęśliwą osobę!

Były dni na początku, kiedy patrzyłam na roześmiane mamy z malutkimi dziećmi (np. na innych blogach) i czułam wyrzuty sumienia, że ja nie czuję tej radości, która wydaje się z nich wylewać.

I chociaż bardzo chciałam zostać mama, to jednak kiedy nią już zostałam, poczułam się tą rolą mocno przytłoczona.

T. bardzo mnie w tym czasie wspierał – nawet jeśli nie do końca rozumiał moich uczuć – bo on sam doświadczył wybuchu miłości od pierwszego wejrzenia  – i wspaniale radził sobie z naszą małą żabką.

Szczerze mówiąc, kiedy w tych pierwszych dniach / tygodniach byłam mocno zmęczona i przytłoczona nową rolą, ciężko mi było się modlić.

W końcu pewnego dnia T. zapytał ‚dlaczego po prostu nie poprosisz, żeby Bóg dał ci siłę i miłość do naszej córeczki?’.

Tak zrobiłam.

Nie w wyszukanych słowach, nie na klęczkach, tylko podczas jednego karmienia wyszeptałam w myślach: 

‚Panie, potrzebuję Cie. Nie dam rady być mamą bez Twojej pomocy. Proszę, wypełnij mnie miłością do tej małej istotki. Daj mi mądrość i siłę, żebym mogła z radością opiekować się nią na co dzień. Nie chcę, żeby moje samopoczucie było oparte na emocjach i hormonach, ale żeby pochodziło od Ciebie – mojego źródła radości, miłości i pokoju.’

Bach. Co za ulga.

O ile łatwiej jest witać każdy dzień; małe i duże wyzwania, które przed nami stoją, kiedy oddaliśmy je najpierw Temu, który chce się o nas zatroszczyć. Kto kocha nas nieskończoną miłością i chce towarzyszyć nam w każdej sytuacji.

Oczywiście łatwiej mi też było z czasem, dlatego, że zaczęłam poznawać moją małą córeczkę i jej potrzeby i rozróżniać co i kiedy stara się mi zakomunikować.

Ale też dlatego, że nie musiałam robić już tego sama – mogłam w każdej chwili szepnąć kilka słów do mojego Boga, który cały czas był, cały czas jest. Czekał tylko, aż wyciągnę do Niego (zmęczone) ręce!

leila 5tyg.jpgDziś jestem już zakochana po czubek głowy. Całuję mini stopki, całuję ten co raz pulchniejszy brzuszek i płakać mi się chce ze szczęścia kiedy ta malutka osóbka uśmiecha się szeroko. I ciągle nie mogę uwierzyć, że to na mój widok!

Otrzymałam ogromny dar i jestem za niego tak bardzo wdzięczna.

Pewnie, że są trudniejsze momenty i dni.

Ale te, które zaczynam od rozmowy z Nim (nawet jeśli jest to podczas karmienia albo przewijania) i kontynuuję tę rozmowę do wieczora – są lepsze. Pełniejsze. Nawet jeśli w południe ta rozmowa to ‚daj mi proszę inspirację co zrobić na obiad’, a popołudniu ‚siły proszę na jeszcze kilka godzin’ – to poczucie, że jestem z Nim w stałym kontakcie umacnia mnie, nadaje mojemu dniu większy sens.

Czuję wtedy, że to co robię jest ważne, ma znaczenie – bo robię to nie tylko dla siebie, dla Leili czy dla mojego męża, ale robię to przede wszystkim dla Niego.

Każdą moją, nawet najmniejszą czynnością mogę służyć Jemu. Wiem, że dla Niego nie ma rzeczy mało ważnych. Każda pieluszka którą zmieniam, każdy uśmiech, który oferuję mojej córeczce, każdy obiad który przygotowuję dla naszej rodziny może być moją służbą dla Niego. Jeśli tylko zrobię to wszystko z Miłością.

A dzięki Niemu, mogę wszystko robić z Miłością.

<3



 

Jestem też bardzo wdzięczna na wsparcie wspaniałych kobiet, które mam dookoła siebie – niektóre z nich są bardzo daleko (tak, o Was mowa!), a jednak wiem, że zawsze mogę na nie liczyć…           Jedną z nich jest Miriam, która jest Doulą. Przygotowywała nas do porodu i wspierała kiedy się zaczął. Jeśli spodziewasz się Maleństwa, to mogę z całego serca polecić Ci jej ‚usługi’ – my nasze zajęcia z nią mieliśmy przez Skype;)


16 thoughts on “Szczerze o Pierwszych Dniach Macierzyństwa

  1. Piękne słowa do Ojca, piękna Córka, piękne odnalezienie siły… Obyś już zawsze czuła przy sobie Jego Kochające Ramię :* I żeby Wasza Córcia Je czuła. I Twój Mąż, oczywiście, który zdaje się ma w sobie wielką mądrość.
    Uściski dla całej Waszej Trójki :*

    No i co za imię!

  2. Baby blues to zło, mnie też nie ominął, chyba nigdy wcześniej się psychicznie tak źle nie czułam. :/ za to teraz – bajka :)
    Fajniutka ta Twoja córa :D

      1. Dobre trzy tygodnie… Pierwszy tydzień to była istna masakra, drugi ciężki, ale już nie AŻ tak, trzeci tydzień to już był bardziej brak nastroju po prostu zamiast histerii z Bóg jeden wie jakiego powodu. Ale świadomość, że to normalne i że to minie + wsparcie męża+ totalne olanie rzeczy typu obiad i porządek w domu i leżenie w łóżku z Młodym na brzuchu + SEN, kiedy tylko to było możliwe i jakoś przetrwalam.:) Za to jak już Pisklak się zrobił taki kontaktowy, to zupełnie inna bajka i sama przyjemność. Fajny jest, taka wyluzowana, roześmiana gaduła.:)

      2. Coś mi się wydaje, że wiele kobiet tak ma, ale nie wszyscy o tym mówią… super, że już lepiej – teraz jak mała jest kontaktowa to też o niebo łatwiej i przyjemniej właśnie ;) Czekam na jakieś posty! Dobrych dni Mamusiu!

  3. Też tak miałam, baby blues na całego, córcia ryczy, ja ryczę i zastanawiam się, po co mi było to całe macierzyństwo. Na szczęście to mija. Widać matkà trzeba stać się także psychicznie i emocjonalnie. We łzach umiera stary ja.

    1. U mnie na szczęście też minęło. Już jest dużo łatwiej i moge cieszyć się macierzyństwem! Najważniejsze to chyba nie obwiniać się kiedy coś takiego się zdarza, bo to bardzo normalne. Dzieki że sie podzielilas tez swoim doświadczeniem!

      1. My kobiety musimy sobie mówić prawdę, bo tv i inne media pokazujà przesłodzony i mocno nieprawdziwy obraz macierzyństwa.
        Błogosawieństw moc dla Waszej ślicznej Leili.

  4. A jeszcze zapomniałam (z tego wszystkiego :)) dodać, że jesteście przepiękną rodziną – widziałam cudowne zdjęcie na fb – nie dość, że fizycznie to jeszcze duchowo! I Twój mąż… na prawdę pozazdrościć! :) :D

  5. Dziękuję za wpis, przeczytałam go w odpowiednim momencie… Nie jestem jeszcze żoną, ani tym bardziej mamą, ale odniosłam te słowa do innej sytuacji w moim życiu. Ostatnio czułam, że nie mogę prosić Boga, aby mi pomógł, bo to zbyt duże nadużycie z mojej strony… że jak to ja śmiem prosić o to, o tamto skoro mi się nie chce, skoro powinnam więcej dać z siebie, przecież śpię, a już od 3 godzin powinnam być na nogach i już coś robić… Nie wiem nawet jak to dokładnie wytłumaczyć.. po prostu było mi wstyd, że proszę o coś, a sama nie robię w tym kierunku nic konkretnego. I dzisiaj, przed chwilą usiadłam i wtuliłam głowę w kolana i po raz pierwszy od dłuższego czasu porozmawiałam z Panem tak na spokojnie i tak na prawdę od serca… i poprosiłam, żeby mi POMÓGŁ – po raz pierwszy bez strachu i wyrzutów… Czułam się jak dziecko w ramionach Ojca (akurat w ten dzień! :))). I teraz pragnę, żeby to On pokierował moim życiem i moimi decyzjami i codziennością zwykłą. Tak jak Ty to pięknie ujęłaś – chcę to robić dla Niego, bo przecież nieprzypadkowo robię to, co robię… Dziękuję za Twoje inspiracje! :***

    1. Tak bardzo się cieszę, że Tata użył mojego tekstu, żeby w ten sposób do Ciebie przemówić, pokazać jak bardzo Cię kocha (bezwarunkowo!!) i odnowić Twoja relacje z Nim…!<3

  6. To chyba najważniejszy post o ciąży i macierzyństwie jaki w całym internecie przeczytałam.
    Olśnienie! Przecież to o to chodzi, żeby zwracać się do Tego, który chce się o nas troszczyć..
    Dziękuję!

    1. Zaskoczyłaś mnie!
      Dla mnie to cała istota relacji z Bogiem – że moge zwrócić sie do Niego z każda sprawa, każdym problemem, każda sytuacja życiowa, bo wiem że jako moj Tatus chce dla mnie najlepiej… Wiec tak też robię w tej mojej nowej roli.. Bo sama raczej nie dam rady (albo ledwo ledwo) ale z Nim moge sie cieszyc macierzyństwem, byciem Mama bo moge siłę i madrość czerpać od Niego…! Tego Ci z całego serca życzę! Xx

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s