Największy Błąd Jaki Popełniłam w Moim Małżeństwie (cz.1)

Jest ich kilka, ale zacznę od tego, który narobił chyba u nas najwięcej szkody…

1. Miałam nierealistyczne oczekiwania wobec mojego męża

Szczególnie przed i świeżo po ślubie miałam bardzo wysokie oczekiwania wobec T… Takie, którym on nie był nigdy w stanie sprostać. Oczekiwania typu:

* Domyśl się co w tej chwili myślę / czuję i zrób coś, żeby mi było lepiej (najlepiej szybko)

* Powiedz mi dokładnie to, co chcę usłyszeć (czyt. to, co sobie wymyśliłam w głowie, że powinieneś powiedzieć w danej chwili).

* Spraw, żebym poczuła się ładniejsza, atrakcyjniejsza; żebym się lepiej czuła z samą sobą

* Zapewnij mi poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji

Etc…

samoackeptacja.jpg

Mimo, że w pewnym sensie T. wypełniał te oczekiwania – przynajmniej starał się jak mógł – bo mnie kocha i mu na mnie zależy – ale nigdy nie mógł sprostać im w 100%. A to nie raz sprawiało, że czułam się zawiedziona, smutna… 

Po czasie zrozumiałam, że moje oczekiwania były po prostu nierealistyczne. Dlatego, że mój mąż jest tylko człowiekiem. Nie jest w stanie czytać moich myśli… Mimo, że bym bardzo tego chciała, to nie jest w stanie odgadnąć, czego w danej chwili potrzebuję. Zrozumiałam, jak ważna jest komunikacja. Nie lubię uogólniać, ale my kobiety mamy w sobie trochę więcej tzw ‚intuicji’ i empatii. Mężczyźni (choć mają wiele innych super zalet), często nie potrafią odczytać sygnałów, które im delikatnie wysyłamy (a które nam się wydają oczywiste!).

Oni potrzebują usłyszeć… ‚Wiesz, zmęczona jestem dzisiaj, może byś przygotował mi relaksującą kąpiel? To by naprawdę mnie uszczęśliwiło’. Albo ‚wiesz co, smutno mi dzisiaj, przytul mnie proszę‚. Zaoszczędzimy wtedy sobie dąsania się, obrażania się, zawodu… A jestem pewna, że większość naszych mężczyzn chce nas zadowolić, chce być dla nas wsparciem, chce dać nam tego, czego w danej chwili potrzebujemy…

Ale często nie zdają sobie po prostu z tego sprawy. Lub widzą to, ale zabierają się za pocieszanie nas zupełnie nie w ten sposób, który nas podniesie na duchu… (jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, to polecam wam sprawdzić, jaki jest Język Miłości każdego z was).

Jeśli chodzi o zapewnienie nam poczucia bezpieczeństwa, o bycie zawsze przy nas kiedy tego potrzebujemy…

Jakiś czas temu zrozumiałam coś, co zdjęło ogromny ciężar z bark mojego męża i sprawiło, że rzadziej spotykał mnie zawód. 

Tylko Bóg może odpowiedzieć na wszystkie moje emocjonalne potrzeby. On jest tym, który mnie stworzył. Tylko On zna nawet najbardziej ukryte pragnienia moje serce i moje myśli, nawet zanim je wypowiem. Tylko On kocha mnie bezwarunkowo. Bez względu na to czy dziś byłam miła dla męża czy pomodliłam się 0 czy 5 razy – On kocha i będzie kochał mnie tak samo.

Albowiem jestem tego pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani potęgi niebieskie, ani teraźniejszość, ani przyszłość, ani moce,
Ani wysokość, ani głębokość, ani żadne inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Bożej, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.  (Rzym 8:39)

Tylko On może naprawdę dać mi poczucie bezpieczeństwa i pokoju, które nie jest oparte na moich okolicznościach – na tym czy mam pracę, dom o jaki marzę, dziecko, którego bardzo pragnę…  – ale jest oparte na Nim. Na Tym, który Jest. Tym, który obiecuje nam pokój i odpoczynek duszy, nawet podczas sztormu szalejącego w naszym życiu.

Nie mogę też oczekiwać, że mój mąż, ani ktokolwiek inny, sprawi, że poczuję się lepiej w swojej skórze. W swoim ciele. Nie mogę polegać na akceptacji innych ludzi, żeby poczuć się wartościową osobą. Żeby poczuć się ważna, kochana, spełniona.

Z góry skazuję się wtedy na zawód i porażkę. Dlatego, że mój mąż prędzej czy później powie coś, co mnie zrani. W jakiś sposób (często nieświadomie!) sprawi, że poczuję się mniej kochana, mniej lubiana, mniej akceptowana. I co wtedy?

Nie mogę pozwolić, żeby to KIM JESTEM  i co myślę na swój temat było oparte na akceptacji i miłości innych osób.

Tylko Jezus może dać mi całkowite poczucie bezpieczeństwa i akceptacji. Tylko Jego miłość może wypełnić i zaspokoić mnie całkowicie – tak, że nawet kiedy ukochany mąż powie coś raniącego albo nie spełni moich oczekiwań – ja będę wiedzieć, że to nie zmienia tego, kim jestem w Chrystusie.

SAMOAKCEPTACJA.jpg

Jeśli borykasz się samoakceptacją siebie, jeśli ciągle uciekasz się do innych, żeby otrzymać potwierdzenie o tym, że jesteś kochana i ważna, to bardzo polecam ci dowiedzieć się co Bóg myśli o tobie.

Ja jakiś czas temu wydrukowałam sobie taką listę i powiesiłam gdzieś, gdzie mogłam codziennie widzieć te Prawdy. Po jakimś czasie czytania i mówienia ich na głos, ogłaszania ich na swoim życiem, zaczęłam powoli w nie wierzyć; stały się częścią mojej tożsamości.

A to radykalnie zmieniło moje małżeństwo.
 Wiedząc kim jestem w Chrystusie, byłam w stanie inaczej reagować kiedy T. nie spełniał moich oczekiwań; kiedy robił coś co, sprawiało mi przykrość, kiedy nie mówił lub robił tego co chciałam, wtedy kiedy chciałam…

Nie widziałam już tego jako ataku na moją osobowość i tożsamość.

Byłam w stanie z miłością odpowiedzieć na jego brak zrozumienia / empatii / jasnowidztwa;) Sama przecież też nie jestem doskonała. Mi też zdarza się go zranić; powiedzieć coś nieodpowiedniego – albo nie powiedzieć czegoś budującego, kiedy on tego potrzebował. Ja też nie jestem w stanie spełnić jego wszystkich oczekiwań i potrzeb!

Panie, pomóż mi proszę patrzeć na Ciebie jako Źródło mojego poczucia wartości. Chcę, żeby moja tożsamość była oparta na Tobie. Pomóż mi proszę nie szukać potwierdzenia mojego piękna i wartości u innych ludzi. Dziękuję Ci, że z Twoją pomocą będę mogła być wolna od stawiania mojego mężowi oczekiwań, które tylko Ty jesteś w stanie wypełnić. Dziękuję Ci, że moje poczucie pokoju i bezpieczeństwa pochodzi tylko od Ciebie – a Ty się nie zmieniasz i jesteś przy mnie każdego dnia.

6 thoughts on “Największy Błąd Jaki Popełniłam w Moim Małżeństwie (cz.1)

  1. Dziękuję za ten post! trafiłam do Ciebie z deona. Na początku czytania pomyślałam, kolejny tekst który mówi o tym co wiem, a jednak… ta lista prawd którą miałaś, która sprawiła że zaczęłaś zmieniać swoje myślenie- to konkretna odpowiedź na to co robić. A czy podzieliłabyś się swoją listą tutaj? Dziękuję Ci również za przypomnienie tego cytatu z listu do Rzymian- bardzo mi teraz jest potrzebny by chwycić się słów Boga. Będę do Ciebie zaglądać :) my jesteśmy po ślubie prawie 12 lat, mamy 4 dzieci i niby wciąż żyjemy tak samo a ciągle trzeba się zmieniać, uczyć, nawracać, doskonalić w miłości, szukać nowych dróg do Boga, do życia w zgodzie ze sobą, do odnalezienia pokoju… nic nie jest dane na zawsze i czasem odkrywam to na nowo

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s