Największy Błąd Jaki Popełniłam w Moim Małżeństwie (cz.2)

No dobra dziewczyny (i panowie?), ruszamy z tym koksem. Mam nadzieję, że jesteście gotowe na to co tu piszę, bo ostrzegam, że tym razem nie owijam w bawełnę…

Drugi największy błąd, jaki popełniłam w moim małżeństwie:

2. Chciałam kontrolować mojego męża

Napisałam w czasie przeszłym, ale tak naprawdę to jest coś, z czym ciągle się zmagam. Jest już lepiej niż było na początku naszego małżeństwa, ale ze względu na mój silny charakter, jest we mnie chęć dominacji, postawienia zawsze na swoim… Takie (błędne) przekonanie, że ja mam rację – więc musi być po mojemu. Dopiero niedawno zaczęłam widzieć, jak wiele w tej postawie jest mojej dumy…

I jak bardzo chęć kontrolowania mojego męża jest szkodliwa – nie tylko dla niego samego – ale też dla naszego małżeństwa.

Przykłady? Od małych, do większych spraw – chyba codziennie mogłabym jakieś znaleźć!

*Wybór jego stroju kiedy wychodzimy razem (przecież musimy zrobić dobre wrażenie, prawda?)

*Co i w jakiej kolejność ma robić kiedy oboje mamy dzień wolny  (szczególnie kiedy chcę, żeby zrobił coś w domu)

*Jak i kiedy ma okazywać mi uczucia

*Nasze plany – weekendowe, wakacyjne etc

*Opieka nad dzieckiem – jak karmić Małą, jak się z nią bawić, jak do niej mówić…

kontrola meza2.jpg

To są często subtelne rzeczy i możemy ich nawet nie dostrzec, a nasi mężowie mogą w pewnym sensie być do takiego zachowania już przyzwyczajeni (co nie znaczy, że im to nie przeszkadza), ale kiedy się je spisze tak jak ja u góry, to brzmi to dość przerażające, nie uważacie?

Ja z pewnością nie chciałabym, żeby ktoś dyrygował każdą moją czynnością. To chyba pokazuje jakiego cierpliwego i kochającego mam męża – bo ja bym z sobą nie wytrzymała!

Mimo, że mój mąż często znosi takie zachowanie – to bardzo często daje mi wyraźnie do zrozumienia, że wcale mu się to nie podoba i że nie jest moim dzieckiem… I całe szczęście, bo gdyby mi co jakiś czas nie zwracał uwagi, to może nigdy nie zauważyłabym jak bardzo takie zachowanie jest niszczące. 

Ale wiem, że są też mężowie, którzy nie kwestionują takiego zachowania swoich żon. Często dlatego, że zakładają, że ‚kobiety takie już są’ – wytrzymują to z zaciśniętymi zębami, a potem skarżą się kolegom przy piwie… A często dlatego, że taki też obraz wynieśli ze swojego domu. Ich mama tak właśnie odnosiła się do taty, a on, z mniej lub bardziej podkulonym ogonem robił to co mu kazano…

Często widzimy takie relacje i coś w nas krzyczy – to nie tak powinno być…

Nie dlatego, że to mąż ma dominować nad żoną i mówić jej co ma robić – nie, to nie o to chodzi!

Chodzi o to, że nasi mężowie potrzebują czuć się szanowani. Podobno to szacunek właśnie jest największą potrzebą emocjonalną mężczyzn.

Tak jak my najbardziej chcemy czuć się kochane – oni chcą czuć się szanowani.

A jeśli my, jako żony nie potrafimy (lub nie chcemy) okazać im szacunku – to nie możemy się potem dziwić, że nasi mężowi są mało pewni siebie, nie okazują inicjatywy, mają problem z podjęciem decyzji…

A potraficie chyba sobie wyobrazić jak bardzo nasza próba kontroli każdego ich zachowania/czynności negatywnie wpływa na ich poczucie męskości i pewności siebie.

Gdyby ktoś ciągle mówił ci, że robisz coś nie tak, albo sugerował jak zrobić to i tamto – to czy miałabyś ochotę wychodzić później z inicjatywą? Czy czułabyś się ważna, potrzebna?

Nie sądzę.

Mam nadzieję, że mogę mówić w tak bezpośredni sposób – dlatego, że wiem, że mówię też do siebie… A ja potrzebuję bezpośrednich słów, a nie owijania w bawełnę;)

OK, czyli wiemy już jak nasza próba kontrolowania wpływa na naszych mężczyzn. A przecież to ma bezpośredni wpływa na jakość naszego małżeństwa. Na to, jak oni się do nas odnoszą. Na to jak nas postrzegają…

Czy widzą nas jako kochające, wspierające i UFAJĄCE im żony – czy też widzą nas jako latające z wałkiem żony-heksy, które widzimy w żartach i karykaturach małżeństw?

Czy czują, że ufamy im w małych i większych decyzjach, które podejmują, czy czują, że każdy najmniejszy ruch z ich strony spotka się z krytyką i osądem…?

Ech, tak bardzo jestem tu winna! Chciałam, żeby mój mąż był silną głową naszej rodziny, ale kwestionowałam każdą jego decyzję…

Widzicie ten paradoks?!

Jest kilka pytań, które co jakiś czas sobie zadaję, kiedy nachodzi mnie potrzeba przejęcia kontroli:

  • Najczęściej nie chodzi nawet o to CO mówię, ale JAK mówię. Czy mój ton głosu i język ciała okazuje szacunek i miłość? Czy chciałabym, żeby miłość mojego życia tak się do mnie zwracała?
  • Jaka jest moja motywacja kiedy coś mówię? Czy po prostu chcę, żeby było po mojemu? Czy myślę bardziej o opinii innych ludzi niż o tym jak poczuje się mój mąż? (w kwestii np. ubioru)
  • Czy to, że będzie tak jak chce mój mąż naprawdę zrobi wielką różnicę? Może czasem warto po prostu odpuścić – i zobaczyć tego owoce w postaci zadowolonego męża?

No i wiadomo, bez pomocy dobrego Boga i Ducha Świetego, moja transformacja nie jest możliwa. Dlatego każdego dnia muszę polegać na Nim, wołać o pomoc w mojej słabości. Kiedy jest mi z nia źle, kiedy po raz kolejny upadam, po raz kolejny mowię coś, co nie powinno było wyjść z moich ust, powtarzam sobie werset, który ostatnio nabrał dla mnie nowego znaczenia:

Lecz powiedział do mnie: Dosyć masz, gdy masz łaskę moją, albowiem pełnia mej mocy okazuje się w słabości. Najchętniej więc chlubić się będę słabościami, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusowa (2 Kor 12:9) 

kontrola meza.jpg

Powiem tak… różnica pomiędzy tym kiedy jest we mnie więcej łagodności, kiedy nie spinam się, kiedy nie przejmuję się tak bardzo, żeby było po mojemu – jest ogromna!

Nie tylko we mnie, ale przede wszystkim w moim mężu i naszej relacji. Widzę, że on jest wtedy bardziej zrelaksowany, otwarty na mnie…

Nie ma wtedy między nami tego okropnego napięcia…

I tak naprawdę, kiedy się nad tym głębiej zastanowić to… Czy te wszystkie małe (i duże) pierdoły są ważniejsze od mojej relacji z mężem? 

Czy to jak dojedziemy do danego miejsca, który stół wybierzemy, jaką zabawkę kupimy dziecku, kogo jutro odwiedzimy, kiedy posprzątamy piwnicę i kto wbije ten gwóźdź  jest ważniejsze od pokoju między nami i w naszym domu?

Nie sądzę.

Dlatego wydałam walkę mojej potrzebie kontrolowaniu męża…

Może tylko ja mam taki problem, ale w razie gdyby ktoś tam gdzieś też to zauważył w swoim małżeństwie i myśli, że może czas to zmienić, to zapraszam was do przyłączenia się do mnie!

Marta


ps. Przyznajcie się, na jakie jeszcze jeszcze (śmieszne i straszne!) sposoby próbujecie kontrolować waszego męża?


18 thoughts on “Największy Błąd Jaki Popełniłam w Moim Małżeństwie (cz.2)

  1. Też próbuję kontrolować. Tzn. często się powstrzymuję, ale jak nic nie mówię to i tak się zastanawiam, gdzie jest, z kim… czy nie z jakąś panią… mam chłopaka od pół roku, jestem chorobliwie zazdrosna. Oklamywał mnie w pewnej kwestii od początku (oglądał filmy porno, a przysięgał że nie), potem się nie chciał się przyznać, aż po kilku przyznaniach się do „ostatecznej prawdy” wydusiłam z niego, że robił to przez cały okres naszej znajomosci. Dlatego straciłam do niego zaufanie, coś tam budujemy od zera, ale jest ciezko. Generalnie kiedyś nie miałam takich myśli, z kim własnie jest, ale po tych kłamstwach z filmami owszem. Pomimo tej jednej sprawy, jest cudownym człowiekiem i go kocham. Ale mam problem, bo przez stratę zaufania, mam chęć go kontrolować, a moja zazdrość się nasila.

    Niemniej jednak Twój poprzedni wpis, cz1, dał mi dużo do myślenia, a może nawet powiedziałabym, że pomógł. Zrozumiałam, że wiele naszych kłótni z chłopakiem było spowodowane tym, że chciałam jego częstych potwierdzeń, że jestem piękna i ważna. Uzależniłam moje szczęście od jego obecnosci. Teraz kiedy mamy „przerwę” w związku, z powodu utraty zaufania, poczułam, że wali mi się grunt pod nogami, bo tracę najbliższą mi i najważniejszą osobę. A Twój tekst uświadomił mi, że jedyną naprawdę ważną i najbliższą istotą jest Jezus. I powinnam trochę odpuścić z niektórymi rzeczami, cieszyć się sobą, życiem. Pozwolić chlopakowi na troche wolnosci, tym bardziej, ze nie ma kolezanek [na szczescie], jest porządnym facetem i powinnam mu ufac. Mimo to jestem zawiedziona, że oglądał już od samego początku inne panie, co być może spowodowało, że mniej okazywał mi, co czuje.

    Chaotyczny komentarz. Chciałam podziękować za wpis. Tobie i Jemu, bo to on sprawił, że akurat dziś, myśląc o moim chłopaku, będąc w dołku, rzucił mi się w oko tekst, który jest dla mnie cenną radą, jak mam żyć. Piękny przypadek, wyreżyserowany przez Najwyższego :) Pozdrawiam!

  2. Przeczytalam niedawno ciekawe spostrzezenie odnosnie kontroli w malzenstwie ze naturalna sprawa jest chec kontrolowania malzonka a jednoczesnie niechec do bycia kontrolowanym w najprostszych sprawach jak rozmowa z kims innyn przez tel, gdzie kiedy jest itd. I tu dochodzimy do pojecia wolnosci ktora jest warunkiem prawdziwej milosci. Dla mnie to tym trudniejsze bo maz ma prawie same kolezanki :-)

    1. Tak, my kobiety mamy to ‚we krwi’… właściwie jest napisane nawet w Biblii, że Ewa będzie chciała ‚władać’ nad Adamem. ale nie musimy tak robić! Ach no, koleżanki to ciężka sprawa… A długo jesteście małżeństwem?

  3. Piękny tekst. Cieszę się że natrafiłam na tego bloga. Sytuacja w moim małżeństwie bardzo podobna. Mąż mówi na mnie ; SZEFOWA; z racji mojej natarczywości.Wcześniej często kłóciliśmy się z powodu mojej chęci dominacji dlatego rozumiem doskonale o czym piszesz. Mój mąż nie jest praktykujący w wierze a ja tą łaskę dostałam od dobrego Boga 5 lat temu i dzięki Duchowi Św. i zmiany która zaszła we mnie mąż mój zaczyna się zmieniać. Widzę teraz jak w wielu sprawach się myliłam i narzucałam Mu swoje racje nie licząc się z jego zdaniem często. To był błąd. Dziś wszystko się zmienia dzięki Bogu. Wciąż uczę się słuchać mojego męża i przede wszystkim zaczęłam Go chwalić nawet za małe szczegóły. Efekt niesamowity – mąż jest jakby weselszy, spokojniejszy bardziej szczęśliwy i ja przy nim też. Szkoda tych piętnastu lat małżeństwa ,kiedy o tym nie wiedziałam.
    Wierzę też że kiedyś Bóg obdarzy Go łaską wiary i będziemy się wspólnie modlić jak to opisałaś w którymś poście(przepięknym zreszą).

    ; WSZYSTKO MOGĘ W TYM ,KTÓRY MNIE UMACNIA;

  4. Świetny tekst….dosłownie o mnie:) Ale świadomość tego to już coś;)…modlitwa i pracą nad sobą….to już zadatek na dobrą żonę😉

  5. Fajny wpis :) A ten cytat chyba tutaj bardzo pasuje:

    „Zrodziliście się razem i razem na zawsze pozostaniecie.
    Pozostaniecie razem, aż białe skrzydła śmierci rozwieją wasze dni.
    Zawsze pozostaniecie razem, nawet w milczącej pamięci Boga.
    Lecz zachowajcie wolną przestrzeń w waszej wspólnocie.
    I niech niebiańskie wiatry pląsają między wami.
    Miłujcie się nawzajem, lecz nie narzucajcie pęt swej miłości.
    Niech raczej falujące morze powstanie pomiędzy brzegami waszych dusz.
    Napełniajcie nawzajem wasze kielichy, lecz nie pijcie z jednego kielicha.
    Dzielcie się chlebem, lecz nie pożywajcie tego samego bochenka.
    Śpiewajcie, tańczcie ze sobą i bądźcie weseli, lecz niech każde z was pozostanie samotne.
    Tak jak struny lutni pozostają samotne, choć każda drga tą samą melodią.
    Obdarzajcie się sercami, lecz nie bądźcie ich strażnikami.
    Bo tylko ręka Życia może zawrzeć wasze serca.
    Stójcie obok siebie, lecz nie nazbyt blisko jedno drugiego;
    Albowiem filary świątyni stoją oddzielnie,
    A dąb ani cyprys nie rosną jeden w cieniu drugiego.”:
    Khalil Gibran

  6. Ehh, jak ja to rozumiem;) jak tak czytam, to mam wrażenie, że u mnie dokladnie tak samo. Niby chcę silnego i pewnego siebie mężczyznę, a ciągle cos. I to dokładnie na tych polach, o których piszesz. Na początku było dużo trudniej, bo nie byłam w stanie zaakceptować tego, że w nim bedzie coś nieidealnego albo choc troche nie po mojej myśli. Ale mój Narzeczony (tak, od trzech dni już narzeczony!;) rozmawia ze mną, mówi o swoich odczuciach, bardzo pomaga mi spostrzec te sfery, ktore sa do poprawy. Dużo rzeczy dzięki niemu zauwazylam, wczesniej nie zwracalam na nie uwagi. A mając swiadomosc moich bledow, moge nad nimi pracowac, chcę przeciez, zeby on przy mnie rozwijał skrzydła. W końcu mamy oboje się wspierać w drodze do Nieba, nie?:)

    1. Gratulacje z okazji zaręczyn!:) I super, że już dostrzegasz te rzeczy i oboje nad nimi pracujecie – to na pewno da Wam świetny start w małżeństwie! Powodzenia i pięknego czasu narzeczeństwa i przygotowań;)

  7. Jestem dokładnie taka sama a przykłady, które wymieniłaś są jak wyjęte z naszego życia. W najostrzejszych sporach byłam już nazywana „generałem” więc dobrze wiem od dawna, że taka jestem choć zdarza się zapominać – jestem dominująca od dziecka i proces zmiany mojego tonu i chęci kontrolowania (która naprawdę może się czasem wydawać wręcz niemożliwa do pokonania) może zająć mi długie miesiące i lata –> bez Ducha Świętego chyba nie byłoby szans :D Do tego dochodzi wieloletni brak pewności siebie mojego męża, który wynika po części z bardzo trudnego dzieciństwa i w ten sposób zamieniam się w żonę, która wytyka wręcz najsłabsze punkty i zniechęca – aaa, a to przecież na odwrót miało być. Wywołuje to nieustannie duże spięcia. W miłości musi być wolność – wtedy jest ona piękna. Ja często odbierałam nam tę wolność. Jednak wierzę, że Jezus chętnie pomoże wszystkim zmagającym się z tym parom jeżeli tylko Go do tej sytuacji zaproszą.
    Dziękuję za Twojego bloga, to jedna z najlepszych stron na temat małżeństwa.
    Niech wam Pan błogosławi.

    1. Hey Zielona! Bardzo Ci dziękuję za komentarz i słowa zachęty i mądrości! Masz absolutną rację, bez Ducha Świętego nie miałabym szans… ale to co niemożliwe, jest możliwe z Nim – nawet przemiana naszych Trudnych charakterów! Pozdrawiam Cię ciepło;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s